Strona główna » „Nie jesteśmy wszechmocni”. Z Maciejem Maćkowiakiem o psychologii w biznesie

„Nie jesteśmy wszechmocni”. Z Maciejem Maćkowiakiem o psychologii w biznesie

przez Pawel

Oczywiście sukces świetnie smakuje. Jest pyszny i piękny. Może spowodować, że trochę się odkleimy od siebie i świata. Każdy z nas potrzebuje marzeń, pewnej magii w życiu. Musimy mieć jednak świadomość, że jako jednostka nie jesteśmy wszechmocni – mówi Maciej Maćkowiak, psycholog i specjalista terapii uzależnień w rozmowie z Pawłem Lewandowskim z portalu „Biznes z klasą”. W drugiej części wywiadu rozmawiamy o życiowych doświadczeniach, jakie przechodzą polscy przedsiębiorcy oraz o wypaleniu zawodowym.

Nie od dziś wiadomo o zjawisku wody sodowej, uderzającej do głowy po niespodziewanie szybkim sukcesie. Może doprowadzić do przekonania o własnej nieomylności? Jakie pułapki czyhają na człowieka sukcesu?

Mówi się, że jak spadać to z wysokiego konia. Gdy zakładałem 14 lat temu firmę z moim przyjacielem, on miał doświadczenie pracy w korporacji. Powtarzał: „Maciek! Pokora i jeszcze raz pokora”. Oczywiście sukces świetnie smakuje. Jest pyszny i piękny. Może spowodować, że trochę się odklejamy od siebie i świata. Każdy z nas potrzebuje marzeń, pewnej magii w życiu. Jednak jak mawiała moja mama: „marz realnie”. To impulsy, które powinny dawać do myślenia. Zawsze uważam, że skrajności niosą cierpienie. Tak staje się, gdy osiągniemy sukces i pokazujemy innym, że jesteśmy lepsi, możemy ciągle więcej i więcej. To nie prowadzi do niczego dobrego. Żyjemy w takich czasach i społeczeństwie, że zawsze trzeba coś robić. Nie można leżeć, odpoczywać i kontemplować. Trzeba robić, robić… i robić. Pokazać, jak mieszkam, gdzie jeżdżę na wakacje, pochwalić się gadżetami, samochodami, które często zmieniam. Sam przez to przeszedłem. Dużo zarabiałem, podróżowałem po świecie, jeździłem świetnymi samochodami. Teraz – z perspektywy kilku lat – mam wrażenie, że byłem najbardziej nieszczęśliwym facetem na świecie. W moim odczuciu. Można stwierdzić, jestem mądry po fakcie, ale wierzę, że to była cenna lekcja. Z perspektywy doświadczeń mogę powiedzieć: „wyluzuj, zapytaj dla kogo i po co to robisz”. Oczywiście były też wspaniałe chwile i doświadczenia. Poznałem wielu ciekawych ludzi, widziałem piękne miejsca, które mnie ukształtowały.

Prowadzenie biznesu to nie zawsze pasmo sukcesów. Porażki źle wpływają na motywację. Czy mogą dużo nauczyć?

Ciekawe pytanie. I tak, i nie. Często coś wiemy. Mamy świadomość, że picie przez cały weekend, ma swoje skutki. Tracę kontakt z przyjaciółmi, mężem, żoną, a może i pracę. Dlaczego się nie zmienię? Ważna jest nie tylko świadomość popełniania błędów, ale i czucie tego. Jeśli odczuwamy smutek, że zrobiliśmy komuś krzywdę, to dopiero wtedy jesteśmy w stanie coś z tym zrobić. Możemy skorzystać z porażki, trudnego doświadczenia, ale niestety nie zawsze. Nie każdy to potrafi.

Wypalenie zawodowe zabiera satysfakcję z realizowanych zadań. Co jest najważniejsze przy przezwyciężeniu tego typu kryzysu?

Powiedziałbym przekornie, najlepiej do niego nie dopuścić. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Opierając się na literaturze fachowej, wypalenie zawodowe przychodzi po siedmiu latach. W zależności od intensywności i specyfiki pracy może pojawić się wcześniej. Miarą zdrowia psychicznego jest bycie ze sobą „na bieżąco”. Oznacza przegadywanie z samym sobą, przyjacielem, przyjaciółką, czy psychoterapeutą tematów związanych z emocjami. Co mnie wkurza? Czego się boję? Emocje są pierwotne. Nie mamy wpływu na to, że je czujemy. Jeśli praca na nas oddziałuje negatywnie, na przykład w postaci osób, z którymi musimy współpracować, ciało wysyła nam pewne sygnały. Ono wie zawsze lepiej. Mózg oczywiście interpretuje te sygnały. Często je zagłuszamy lub ignorujemy. Gdy tak się dzieje, ciało zaczyna się buntować. Przy wypaleniu zawodowym często dochodzi do stanu depresyjnego. Zdarza się, że depresja dotyka osoby, które za długo były silne. Wkładały podwójny wysiłek, by nie mówić o swoich emocjach, pokazywać na zewnątrz zupełnie coś innego. Natura ukształtowała nas jednak inaczej. W pewnym momencie dochodzimy do ściany. Ciało odmawia posłuszeństwa, jest wycieńczone, stąd depresja kojarzona jest z leżeniem, zatrzymaniem się i smutkiem. Jeśli dochodzi do wypalenia zawodowego, powinniśmy skontaktować się z psychologiem albo psychoterapeutą. Można wspierać się farmakologią po kontakcie z psychiatrą. Często ludzie mówią, że chcą coś zmienić, by poczuć się lepiej, ale żeby nic – w związku z tym – nie robić. Najlepiej, by wszystko samo przyszło i tabletka pomogła. To niemożliwe. Nie ma zmiany bez wysiłku. To powszechnie znana prawda, ale ignorowana. Należy zmienić nawyki, określić swoje możliwości, zasoby. Co chcę robić i w jaki sposób? Ile czasu chcę pracować? Jaki jest mój cel? Odpowiadając sobie na te pytania, zmieniając sposób funkcjonowania, staramy się nie dopuścić do ponownego wypalenia.

Przez wiele lat prowadził Pan własną kawiarnię i biznes. Jak bardzo te doświadczenia pomagają w trakcie prowadzenia terapii przedsiębiorcy?

Życie pokazało mi, że praca jest ważna, ale nie najważniejsza. Można w niej dobrze funkcjonować i być spełnionym, jednak gdy staje się wyznacznikiem naszego szczęścia, łatwo się zatracić. Gdy dzieje się coś, na co nie mamy wpływu w pracy, to popadamy w stan, z którego trudno wyjść. W końcu mocno wierzyliśmy w to, co robiliśmy. Uważamy, że sytuacja, jaka nam się przydarzyła, jest bardzo nie fair. W mojej pracy kładę nacisk, by być spójnym. Myślę, że moje doświadczenia sprawiają, że wiem, co mówię i brzmię autentycznie. Pacjent może mi wierzyć. Jestem przekonany, że pozytywnie wpływa to na relacje i terapię. W końcu liczy się nie tylko wiedza podręcznikowa, wyuczona na studiach. Mam wrażenie, że pacjenci to czują.

PRZECZYTAJ PIERWSZĄ CZĘŚĆ WYWIADU Z MACIEJEM MAĆKOWIAKIEM:

Jaki jest polski przedsiębiorca? „Na pewno przepracowany”

Również Cię zainteresuje