Strona główna » Coaching, mentoring – rozmowa z właścicielem firmy CoachWise Pawłem Sopkowskim [WYWIAD]

Coaching, mentoring – rozmowa z właścicielem firmy CoachWise Pawłem Sopkowskim [WYWIAD]

przez admin
Coaching - CoachWise Paweł Sopkowski

MS: Witam Państwa, Michał Szymański z portalu Biznes z klasą z tej strony. Mam przyjemność rozmawiać dziś z Pawłem Sopkowskim, właścicielem firmy CoachWise. Dzień dobry Panie Pawle.

PS: Dzień dobry, witam Panie Michale.

MS: Firma CoachWise, z tego co już wiem, zajmuje się szeroko pojętymi szkoleniami biznesowymi i przede wszystkim coachingiem w organizacjach. Zgadza się ?

PS: To się troszeczkę zgadza. Coaching jest naszym jednym z takich kluczowych obszarów kompetencji, ale zajmujemy się takim dosyć szeroko rozumianym rozwojem kapitału ludzkiego. Czyli kwestie związane z rozwojem przywództwa, wdrażamy mentoring, wdrażamy facylitację jako metodę. Również wspieramy w ogóle specjalistów menadżerów HR, rozwijamy ich kompetencje, cały ten obszar związany z tzw. HRM czyli Human Resources Management. Budowanie zespołów, wpływanie na kulturę organizacyjną. To jest taki dosyć szeroki zakres, ale coaching tak, to jest taka nasza, jakby to powiedzieć nasz motherland, nasza ojczyzna. Stamtąd pochodzimy.

MS: Panie Pawle, dlatego chciałem z Panem zrobić wywiad, gdyż to spojrzenie na ideę przedsiębiorczości, to kreatywne spojrzenie, myślę, że będzie bardzo ciekawe dla szerszej publiczności. Pozwolę sobie zadać kilka pytań. Jest Pan niesamowitą osobistością. Jest Pan współzałożycielem polskiego oddziału International Coach Federation. Zgadza się ?

PS: Tak, tak.

MS: Jest Pan również współzałożycielem Izby Coachingu. Wręcz mam wrażenie, że wprowadzał Pan coaching do Polski. Czy może Pan opowiedzieć o tym, jak to wszystko przebiegało, jak Pan zaczynał ?

PS: W ogóle to jest bardzo ciekawe, bo ja swoją – nazwijmy to – karierę zaczynałem od roli takiej zarządczej, koordynatora, a potem kierownika projektów, dyrektora projektów. Potem członka zarządu, prezesa zarządu różnych organizacji i faktycznie, jednym z głównych obszarów moich zainteresowań był rozwój ludzi. To były takie czasy, typu 1995-96 rok, gdzie głównie rozwój się odbywał poprzez szkolenia, różnego rodzaju warsztaty. Ja będąc inżynierem, bo jestem z wykształcenia inżynierem, zawsze miałem na myśli dostarczanie rezultatu klientowi i z działaniami szkoleniowymi, wiedziałem, że dochodzimy do ściany. Znaczy inspirujemy, ćwiczymy i zostawiamy grupy i ludzi, poszczególnych uczestników samym sobie. No i oni potem, bez wsparcia, bardzo często nie stosują tego, czego doświadczyli. Mówiąc tak bardzo, bardzo oględnie. I jak spotkałem coaching to był 1998 rok, czyli dosyć dawno temu, to było dla mnie takie objawienie. Jak takie brakujące ogniwo w teorii Darwina. „Aaa, to w ten sposób można wspierać !” Regularne spotkania indywidualne, wdrożenie, akcja, wnioski, wdrożenie, akcja, wnioski. To jakby pasowało do obrazka, prawda ?

MS: Czyli rozumiem, że pracując w firmie, że był Pan jeszcze gdzieś zatrudniony jako szkoleniowiec w tamtych czasach ?

PS: Ja już wtedy byłem wiceprezesem takiej firmy, która się nazywała House of Skills. Jakby z tej perspektywy. Natomiast doświadczałem tego w roli konsultanta. No i zaczęliśmy to wdrażać, zaczęliśmy stosować takie indywidualne wsparcie nazywając je wtedy coachingiem. To był 1998 rok. Zrobiliśmy pierwszy projekt dla silnie, dynamicznie wtedy powstającej sieci Plus GSM czyli Polkomtel i od tego się zaczęło. Potem ten coaching mi towarzyszył już cały czas, a mniej więcej 15 lat temu postanowiłem, postanowiliśmy wtedy ze wspólnikami, zacząć budować w Polsce coś takiego, co się ładnie z angielskiego nazywa Center of Excellence – centrum ekspertyzy związane z coachingiem. Znaleźliśmy ICF, znaleźliśmy szkoły, które były wtedy w ICF akredytowane i sprowadziliśmy w zasadzie pierwszą akredytowaną w ICF szkołę coachingu w Europie Centralnej. Czyli można powiedzieć, że to jest taka pionierska ścieżka. Była jeszcze w Lublinie druga szkoła, Szkoła Coachingu ICC, więc byliśmy tak jakby drudzy w Polsce, ale pierwsi z międzynarodowymi akredytacjami. Tak to się zaczęło.

MS: Czyli można powiedzieć, że Centralna Europa, a nie Polska.

PS: Tak, myśmy mieliśmy uczestników z Bułgarii, z Rumunii, z Węgier, z Czech. Jak ktoś chciał się tego uczyć na takim międzynarodowym poziomie, według standardów, potem otrzymać certyfikaty, akredytacje to jakby troszeczkę nie miał wyboru.

MS: Czyli miał Pan chęci, żeby coaching rozwinąć i nagle ten coaching stał się czymś międzynarodowym. Szkolenia, rozumiem, że były w języku angielskim dla tych wszystkich osób, które z krajów Europy.

PS: Wtedy to były takie trochę inne czasy. Dzisiaj ICF ma 25 lat, ukończyło w zeszłym roku. Miało rocznicę. To był inny świat zupełnie. Wtedy w ogóle były takie pytania co to ten coaching jest. W ogóle jak go wytłumaczyć. Dzisiaj wielu ludzi w biznesie sobie nie zadaje takich pytań, bo to jest oczywiste czym on jest. Na poziomie takim ogólnym, bo oczywiście w detalach to się potem różnimy. To były takie pionierskie czasy. Generalnie, ta nasza droga coachingowa, ona jest pełna bardzo intensywnej pracy i wysiłku, ale też ogromnej satysfakcji dlatego, że na ten moment fakty są takie, że jeżeli mówimy o: indywidualnym wspieraniu wzrostu, adaptowaniu się do zmian, podejmowaniu decyzji, rozwiązywaniu problemów, bądź pokonywaniu jakichś wyzwań, to w zasadzie coaching nie ma alternatywy. Jakąś alternatywą jest mentoring, ale to też dość świeża sprawa w Polsce. Mentoring ma bardzo specyficzną formę dlatego, że on generalnie jest w pewnym sensie zawężony. Mentor ma pewien zakres wiedzy, ekspertyzy i jest w stanie wspierać swego podopiecznego w tym, jaką tę ekspertyzę ma. Coaching, z zasady, jest bardziej wszechstronny, bardziej ogólny, bardziej całościowy. Mniej oferuje ekspertyzę, natomiast traktuje temat całościowo. To jest troszeczkę tak, jakby przyjechać z samochodem do wulkanizatora i ten wulkanizator zrobi to, co ma do zrobienia z tymi kołami. Taki powiedzmy mentor. Mentor się zna na jakimś wycinku. Upraszczam to oczywiście. Coach jest taką osobą, która bardziej z klientem pracuje nad całościowym dobrostanem, całym systemem, całą sferą wpływu, oddziaływań wzajemnych. W tym sensie, można byłoby tak wrócić do głównego wątku, że nikomu jeszcze do tej pory nic lepszego nie udało się wymyślić. Jak ktoś wymyśli to będziemy to stosować, ale póki co, to nic lepszego nie wymyślono.

MS: Panie Pawle, bardzo jestem ciekaw, na tej długiej drodze coachingu – mentoringu, czy jest jakiś największy sukces, którym mógłby się Pan pochwalić ?

PS: Sukces coachingu widać na sesjach. A my nie wiemy co się na tych sesjach dzieje. W tym sensie, że sami klienci czasami nie wiedzą, bo coś przerabiają, o czymś rozmawiają, poddają się refleksji, myślą. CoachWise jest od wise czyli od mądrze, z zamysłem, świadomie. My staramy się  wszystkimi możliwymi metodami w czasie tych sesji, w czasie również warsztatów szkoleniowych jakby wydobywać mądrość, wydobywać świadomość. Po to, żeby nasze działania – czy to życiowe czy biznesowe – były intencjonalne. Intencjonalne, ale nie mam na myśli tutaj z dobrych intencji, tylko świadome. Mniej więcej – mniej lub bardziej – wiem czego chcę, wiem po co jestem, wiem jaką metodą się posługuję, jakiego rezultatu się spodziewam. Jak jest dobry ten rezultat, to kontynuuję. Jeżeli widzę, że coś jest nie tak, jak dostaję informację zwrotną, która nie jest zgodna z tym, co chciałem to jakoś adaptuję, modyfikuję. Największy sukces to jest chyba to, że wyposażyliśmy w te umiejętności tysiące ludzi. Teraz jak oni to stosują ? Nie mamy nad tym kontroli, nie mamy tego wglądu. Taka życzliwość ze strony środowiska, atencja ze strony środowiska, pewna wdzięczność tego środowiska każe nam myśleć, że te rzeczy, których uczymy są przydatne w mikro i makro sensie. To nam towarzyszy. 90% uczestników kursów coachingowych to ludzie, którzy są zreferowani przez poprzednich uczestników. Średnia ocen kursów coachingowych w skali 1 do 10 to jest chyba 9,4 czy 9,6, więc my naprawdę bardzo rzetelnie, kontrolując jakość, to dostarczamy. To wydaje się być największym sukcesem. Przydatność. To, że nie głosimy jakiejś III Rzeczpospolitej, jakichś haseł, tylko to jest naprawdę praktyczne. Asystujemy konkretnym ludziom, konkretnym zespołom w pokonywaniu konkretnych tematów, w osiąganiu konkretnych rezultatów, realizacji konkretnych celów, w konkretnym środowisku, kontekście.

MS: Bardzo ciekawe. Spełnienie misji na szeroką skalę dla dużego grona odbiorców.

PS: To jest tak. Od strony edukacji coachingowej chyba największym sukcesem jest metoda, którą stosujemy. Ona jest naprawdę bardzo dobrze dopracowana. Modele, narzędzia, my je walidujemy w sensie takim, że to jest tzw. evidence-based. Sprawdzamy efektywność. Nie uczymy niczego, czego byśmy sami nie stosowali praktycznie. Tutaj mamy czwórkę takich Senior Trenerów. Ja jestem powiedzmy piątą osobą, ale sam już kursów nie prowadzę. To są ludzie z absolutnie najwyższej półki. Już nie będę wchodził w szczegóły, ale jak to mówi mój syn: „Nie ma biedy”. I można powiedzieć – to jest sukces. Zbudowanie zespołu, który ma jednolite metody, podejście, życzliwość. Pracuję zespołowo, bo nasze kursy są prowadzone dwuosobowo. Te kursy mają najwyższy możliwy poziom akredytacji w ICF, łącznie z naszymi uprawnieniami do przeprowadzania w imieniu ICF egzaminu. Mówię to w cudzysłowie, bo w praktyce to trzeba by troszeczkę wyjaśnić. Drugi wątek to jest zespół coachów. My mamy w tej chwili 40 osób – od Estonii do Włoch, cała centralno-wschodnia Europa – w Polsce 20. Wśród tych coachów jest m.in. 6 byłych prezesów zarządu czyli to są ludzie z absolutnie biznesowym doświadczeniem, którzy jednocześnie dedykowali się, w bardzo konkretny sposób, tej ścieżce rozwoju. Mają 1000-2000 godzin udokumentowanych sesji coachingowych, superwizowanych, zdane egzaminy, potwierdzane co 3 lata. Często zdarza nam się, że gdy opowiadamy o tym, przedstawiam zespół coachów drugiej stronie czyli klientom, mówimy o tych prezesach zarządu, którzy są coachami, bardzo doświadczonych biznesowo i życiowo ludzi to po drugiej stronie jest pytanie czy na pewno się dobrze rozumiemy. Podsumowując myślę, że sukces numer jeden to jest zespół nazwijmy to trenerski. Drugi to zespół coachów, a trzeci to jest po prostu wiarygodność, dobra wola, zaufanie ze strony  środowiska i biznesowego i niebiznesowego.

MS: Ciekawy jestem bardzo, co przez tyle lat motywuje Pana do rozwijania swoich działań coachingowych. Skąd bierze Pan siłę, żeby przez tyle lat szkolić ludzi i mieć takiego „powera” do działań ?

PS: Myślę, że to jest bardzo proste. Tzn. to nie jest proste, ale w coachingu jedną z głównych rzeczy, to co ten coaching wnosi do życia swoich klientów, to jest to by być świadomym swoich motywów. Znaczy nie tylko robię to, co robię w sensie wykonuję zadanie czy realizuję cele, ale również wiem dlaczego to robię. Na poziomie organizacyjnym, jakie jest uzasadnienie, ale i osobistym. Skoro mam przeznaczyć czas, życie, zdrowie, spalać się dla czegoś, dla jakiejś idei, to o co w tym wszystkim chodzi. Gdybym nie umiał na to pytanie odpowiedzieć, to byłoby to co przynajmniej dwuznaczne. Przynajmniej dwuznaczne albo trójznaczne. Na szczęście to jest dosyć klarowne w moim przypadku. Po pierwsze to jest tak, że praca czyli to, co my wykonujemy ma znaczenie. Praca nie jest robotą. Jest integralną częścią naszego życia. To, w jaki sposób funkcjonujemy w pracy przekłada się na: współpracowników, szefów, podwładnych, kolegów, ale również klientów. To, w jaki sposób pracujemy, jakie mamy środowisko, jak do tego podchodzimy potem przekłada się na to jak my w ogóle żyjemy. Czyli po prostu praca jest integralną częścią życia i ona ma ogromne znaczenie, ogromny wpływ. Gdy wyobrazimy sobie przełożonego, który nie umie do końca panować nad swoimi emocjami, nie jest klarowny w tym, czego chce, czego oczekuje. Taki pracownik jest w pewnym sensie rozdrgany, może być rozedrgany. To rozedrganie będzie się przenosiło … czy niepewny. Ta niepewność się będzie przenosiła w dół, w poprzek, będzie wracał do domu, oddziaływał w ten sposób na dzieci, na panią w przedszkolu itd. Środowisko ma fundamentalne znaczenie. Spędzamy tutaj 8-10 godzin dziennie i ono po prostu nas kształtuje. W związku z tym my jako pracodawcy mamy odpowiedzialność związaną z tym, jakiego rodzaju środowisko stwarzamy. Po pierwsze względem klientów, akcjonariuszy, ale też względem świata w ogóle. To jest bardzo poważny temat odpowiedzialności. To się ładnie nazywa odpowiedzialności społecznej biznesu, ale nie w kontekście takim PR-owym, tylko w kontekście bardzo twardo stąpającym po ziemi. Jesteśmy w pandemii, więc widać w jaki sposób kadra menadżerska, liderzy, również HR, jak się wywiązuje z tej odpowiedzialności. Są takie organizacje, w których HR w zeszłym roku po pandemii dostał nagrodę i mówiono, że rok 2020 jest rokiem HR. Bez tego HR-u kompetentnego, ogarniętego, zorientowanego, zdyscyplinowanego, wiedzącego co ma robić, w jaki sposób wspierać to środowisko pracy, po prostu to wszystko by się posypało. Ale są takie organizacje, w których HR nie stanął na wysokości zadania. I to nie jest ani dobrze, ani źle. Mówię to w kontekście takim, że praca ma znaczenie. To, co my robimy, jak my robimy, z kim to robimy, jak to jest zsynchronizowane, ukierunkowane itd. to ma bardzo, bardzo duże znaczenie dla nas, dla naszego środowiska i dla świata w ogóle. Drugi punkt jest taki, że ludzie mają znaczenie. Ludzie nie są do zabawy. My nie przychodzimy na ten świat, żeby przeżyć i skończyć, że tak powiem po drugiej stronie, tylko nasze życie ma znaczenie. Przychodzimy na ten świat z jakimś konkretnym potencjałem i ten potencjał jest po to, żeby miał szansę rozkwitnąć, przydać się czemuś, nam samym i otoczeniu. I w tym kontekście trzecia rzecz, która ma znaczenie to profesjonalizm. We wszystkim, w tworzeniu miejsca pracy i w podejściu do ludzi i do samego siebie można być mniej lub bardziej profesjonalistą. Przy czym, gdy mówię o byciu profesjonalistą to nie mam na myśli jakichś sztywnych reguł typu księgowość. Proszę wybaczyć, ja uwielbiam księgowych, dla jasności. To nie jest żaden pejoratywny akcent w stosunku do księgowych czy informatyków na przykład. Natomiast generalnie profesjonalizm ma znaczenie. Mądrość, dyscyplina, zorganizowanie, spójność itd. Dlatego to robimy. My po prostu rozumiemy nasz wpływ i wkład i chcemy, żeby wpływ i wkład był pozytywny. Na poziomie wizji jak sobie w CoachWise rozmawiamy na temat po co robimy to, co robimy to generalnie wszystko gdzieś tam skrapla się w dwóch słowach, które brzmią: ku dobremu.

MS: Bardzo ciekawie też to pokazuje, że ten system naczyń połączonych naszego życia, gdzie jest i praca, jest i dom, jeżeli poprawimy jedną część, to cała reszta również się poprawia.

PS: Tak, absolutnie, bo to są naczynia powiązane. Generalnie na świecie funkcjonują 2 schematy, jeśli chodzi o myślenie. Dwa takie paradygmaty, schematy, jeśli chodzi o pracę. Jeden to jest grecko-rzymski, a drugi jest judeo-chrześcijański. Grecko-rzymski schemat generalnie przebiega po takich liniach, w których są obywatele i są niewolnicy czyli są właściciele i robotnicy albo pan feudalny i rolnik. Jedni mają, drudzy pracują. I w tym schemacie, w pewnym sensie celem jest to, żeby się uwolnić z niewoli, żeby przestać pracować, bo praca jest niewolą i pracuje się dla kogoś. Jest się wykorzystywanym, może nie w tym takim ekstremalnym mocnym sensie, ale jakby pracuje się na czyjeś. I w związku z tym pojawiają się takie schematy. Zacznę realizować swoje pasje, siebie samego, w ogóle myśli o sobie samym jak będę na emeryturze. Nonsens. Tzn. inaczej. Absolutny perfect sense wtedy, jeśli myślimy o pracy jako o niewoli. Trzeba się z tego jak najszybciej uwolnić. I to jest myślenie związane z wolnością finansową. Pracujesz, żeby być wolnym. Wolnym będę wtedy, jak będę miał dużo na koncie. OK, to jest jakieś podejście. Ja go nie krytykuję. Drugie to jest takie judeo-chrześcijańskie, że praca jest częścią życia. Paweł Apostoł szył namioty, a Mesjasz Jezus zajmował się stolarką. Był cieślą, chociaż może nie musiał. W tym schemacie praca jest integralną częścią życia. Jest sposobem wpływania na ten świat, kształtowania tego świata i również brania odpowiedzialności za ten świat. W tym schemacie nie ma się z czego uwalniać po prostu. Bierze się to tak, jak jest i robi się najlepiej jak się umie osiągając sukcesy, ale też doświadczając porażek.

MS: Panie Pawle, mamy coaching, mamy mentoring. Proszę mi jeszcze krótko powiedzieć jakiego wsparcia tak naprawdę te dzisiejsze biznesy potrzebują. Dlaczego coaching, dlaczego mentoring. Co mam wybrać?

PS:  Jako wprawny konsultant z 25-letnim stażem odpowiem Panu, Panie Michale, to zależy. Jaką Pan ma potrzebę? To jest taki poziom, powiedzmy, ontologii filozofii. Ktoś powiedział, że właściwa odpowiedź… żeby udzielić właściwej odpowiedzi należy zadać właściwe pytanie. Czyli „Co wybrać?” trochę nie jest właściwym pytaniem. Można powiedzieć kiedy wybrać to, a kiedy wybrać to ? I można powiedzieć tak. Coaching, co do zasady występuje w takiej funkcji katalizującej. Coaching prowadzi osobę bądź zespół do własnych refleksji, do własnych ewaluacji sytuacji, własnej analizy priorytetów, własnej analizy zasobów, własnej weryfikacji i stawiania sobie celów, własnych wniosków, podejmowania działań i uczenia się z tych działań. Można powiedzieć to troszeczkę jak taki coach – trener, który nie jest na boisku. Nie mówię o trenerze, który stoi razem z zawodnikami w trakcie treningu i mówi im tam 15 brzuszków, 14 tego, daje im instrukcje. Nie o tym treningu mówimy. Mówimy o tym momencie, kiedy już gramy na murawie. I wtedy zawodnicy są już zostawieni sami sobie. Coach jest z boku. On dokonuje pewnych obserwacji taktyki, zachowań, siły, odporności. Potem z wszystkimi tymi swoimi wnioskami wraca do zespołu i proponuje jakieś kolejne aktywności, kolejne zadania, które zespół będą rozwijały. Tak to działa z coachem, takim powiedzmy biznesowym, życiowym. Generalnie chodzi o to, żeby na swoją aktywność, na swoje życie móc popatrzeć z dystansu, poddać to refleksji, wyciągnąć z tego wnioski, podjąć decyzje i spróbować swoim życiem kierować bardziej świadomie, bardziej odpowiedzialnie i z większymi efektami. Efekty są bardzo różne. Dla jednych to będzie harmonia, dla drugich to będą pieniądze. Dla trzeciej osoby to będzie kariera. Cokolwiek to jest. Coach w swoich interwencjach jest raczej transparentny, raczej neutralny. W związku z tym jeśli ktoś ma potrzebę, żeby ktoś z bocznej linii pomógł popatrzeć, przeanalizować, poddać refleksji swoje własne życie w jakimkolwiek z obszarów – coaching. Jeśli ktoś ma też taką potrzebę, żeby zbudować w sobie motywację, odnaleźć swój motyw … Tak, jak mnie Pan pytał – dlaczego my to robimy, co robimy ? To odpowiedź na pytanie jest nie tylko what i how, ale również why ? Czyli nie tylko co i jak, ale również dlaczego ? Czyli, żeby stanąć twardziej na ziemi, jeśli chodzi o motywy swego działania to też raczej coaching. Nie mówię tylko, ale raczej. W mentoringu, co do zasady, jedną z jego funkcji jest właśnie katalizowanie. Można było by powiedzieć – wypisz, wymaluj coaching. Częścią funkcji mentoringu jest coaching. Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale mentor swoimi pytaniami, dzieląc się doświadczeniami, dając rady, oceniając jakby, on wpływa – pośrednio, z bocznej linii – wpływa na świadomość i decyzje swojego mentee. O ile to potrafi robić. Wielu mentorów tego nie potrafi robić, ponieważ się tego nie uczą. Coachowie się tego uczą. Mentorzy tego katalizowania generalnie raczej się zazwyczaj nie uczą. Ich założenie jest takie, że moje doświadczenie zawodowe wystarczy.  No i tu jest kłopot, bo ono nie wystarcza. Sam wiem, bo pracuję z mentorami różnymi, na przestrzeni ostatnich 10 lat, część z nich ma ogromne doświadczenie biznesowe, ale absolutny brak warsztatu. I naprawdę jest wtedy trudno z tego skorzystać. Nie zawsze, niektórzy są naturalnie obdarowanymi mentorami, ale to jest tak bym powiedział 5-7%. Reszta potrzebuje się tego fachu nauczyć, a mentorzy generalnie zazwyczaj w programach mentoringowych – nie mówię tylko w Polsce, a w ogóle – przygotowywani są raczej powierzchownie. Natomiast mentor ma również 3 inne funkcje. Oprócz tego, że katalizuje tzn. wspiera swojego podopiecznego w dochodzeniu do wniosków, to również ewaluuje, ocenia. Przychodzi mentee i mówi: „Słuchaj (Jurek czy Kasiu), mam tutaj plan projektu do prezentacji na zarządzie. Chcę, żebyś mi powiedział: co myślisz ? Z własnego doświadczenia.” I to będzie ewaluowanie „na miękko” albo „na twardo”. Czyli „aa, tak sobie myślę, że … wydaje mi się, że tu mógłbyś poprawić, tu jest niejasne, na to bym zwrócił uwagę, czegoś tu brakuje”. Albo „na twardo”, w sensie w punktach. Pokazuję Ci swoje nagranie z prezentacji, którą zrobiłem i zależy mi na tym, żebyś bardzo konkretnie, w punktach, bardzo profesjonalnie to ocenił kryterium a,b,c,d. Mentee czyli podopieczni przychodzą do nas dokładnie z takimi oczekiwaniami. I to też trzeba umieć, ale to już nie jest katalizowanie. To już nie jest tak, że „a co Ty, a co ja, no to razem, zróbmy to wspólnie”. Mentor ma rolę, w której on ma dostarczyć wartość. Ta wartość polega na tym, że ewaluuje to, co Ty robisz. Z własnego doświadczenia oczywiście. Nie ma gwarancji Poxypolu, ja nie mam na ten temat doktoratu, ale mówisz mi, opowiadasz, przynosisz. Ja to co przynosisz, opowiadasz, oceniam w sposób następujący. Przykład ? Przykładem może być mentoring menadżera, młodego menadżera, który mówi o składzie swojego zespołu, mówi o kompetencjach swojego zespołu i pyta mentora – co Ty o tym sądzisz ? Co Ty sądzisz o moim rozumieniu silnych i słabych stron mojego zespołu ? I on ma oczekiwanie nie odbicia pytania: a co Ty myślisz ? – co by zrobił coach – jak Ty uważasz ? Tylko oczekuje się od mentora, że np. widzisz klarownie umiejętności swojego zespołu, ale nie słyszałem o jego wiedzy, którą ten zespół posiada. Słyszę np. o tym jakie są między nami relacje, ale nie bardzo widzę (może to jest, ale nie widzę) czy wy macie jakieś zasady funkcjonowania uzgodnione albo czy macie jakiś plan, strategię i plan działania ? Czyli to są elementy ewaluacyjne stricte. No i to też trzeba umieć. Po to można przyjść do mentora. Jeżeli potrzebujemy ewaluacji.  Jeżeli Pan na przykład chciałby, żeby Panu ktoś ocenił biznesplan, to do mentora można przyjść i powiedzieć: taki jest mój biznesplan, oczekuję, potrzebuję Twojej oceny. Do coacha z tym nie przyjdziemy, bo coach nie ma takiej roli. Powie: a co Ty myślisz? Co inni myślą? Kto jeszcze mógłby Ci pomóc ocenić?  Nie jest źródłem oceny sam w sobie. Mamy też trzecią funkcję mentoringu, która się nazywa doradzaniem. Czyli mamy katalizowanie, taki coaching, opiniowanie, ewaluacja i doradzanie. I doradzanie znowu jest „na miękko” i ”na twardo”. Mentee przychodzą, pytają: co myślisz? Co radzisz, co sugerujesz, co jest warte rozważenia ? Wtedy ten mentor albo na miękko albo bardziej na twardo po prostu mówi, co myśli. „Na miękko” na Twoim miejscu rozważyłbym… ja w Twojej sytuacji zachowałem się w ten sposób, widziałem Kowalskiego, Nowaka, który w podobnej sytuacji zrobił to i to i to czyli dorzucam do koszyczka. Albo „na twardo” idź i zrób, jak wrócisz, to pogadamy. Czyli nie: ja na Twoim miejscu, tylko byłem, widziałem. Jeżeli nie zrobisz „a”, to nie będziesz miał „b”. Ogólnie sypiesz herbatę do kubka. Bardzo dobrze. Zalewasz to wodą. Świetnie, tylko, że woda jest chłodna. No i generalnie nie masz herbaty. Najpierw włącz czajnik, podgrzej wodę i nalej tę wodę do kubka. To jest polecenie. Jak nie podgrzejesz wody, nie nalejesz do kubka, to nie przychodź do mnie, bo będziemy rozmawiali o, za przeproszeniem, o balonach z gorącym powietrzem. Jak to mówią Amerykanie: hot air baloons – taki trochę nonsens. Mentorzy występują w takiej roli. Ty nie wiesz czego nie wiesz, bo jeszcze nie wiesz, a ja już wiem, bo byłem. Jestem w stanie, jeżeli Ty tego chcesz – to jest bardzo ważne – i pytasz mnie o radę, to ja Ci powiem, jaka jest moja rada. Nie wchodź w konflikt ze swoim szefem albo wejdź w konflikt ze swoim szefem. Przedstaw swoją propozycję. Nie agresywnie, ale bądź jednoznaczny, bezpośredni, nie bój się. Taką ci dam radę. Co Ty z tym zrobisz to zależy od Ciebie, bo ja nie jestem Twoim przełożonym, a nawet gdybym był Twoim przełożonym, to nie mogę Ci powiedzieć co masz zrobić, bo na samym końcu sam musisz zdecydować, co masz z tym zrobić. Do coacha przychodzimy, żeby wykrystalizować swoje własne myślenie, podjąć decyzję i mieć kogoś kto nam towarzyszy w procesie. Do mentora przychodzimy również po to, ale też po ewaluację, opinię i doradzanie. Mentor będzie miał także taką funkcję, którą coachowi będzie trudno spełnić. Mianowicie będzie tworzył taką safety net – sieć bezpieczeństwa. Coach nie zna się merytorycznie na tym, co robi klient. Wyobraźmy sobie, że ja mam klientów, którzy są prezesami zarządu różnych organizacji i nie tylko, ale weźmy to jako przykład. Ja dla nich będąc coachem, nie jestem jednym z nich, więc nie będę dla nich aż takim zaworem bezpieczeństwa, zabezpieczeniem jak mentor, który był 5 razy tym prezesem. I on już tam był, widział i na czysto społeczno-emocjonalnym gruncie ja, jako mentee, jak mam mentora to wiem, że za mną stoi ktoś, kto jest dla mnie jakimś oparciem. Kto we mnie wierzy, kto się zaangażował w temat, kto jest uczciwy w stosunku do mnie. Gdy będzie widział jakieś ryzyko, to mi to powie, bo na to się umówiliśmy. Coach nie tworzy takiego bezpieczeństwa. Tworzy bezpieczeństwo relacyjne, że można powiedzieć o wszystkim, ale nie tworzy tego bezpieczeństwa takiego merytorycznego. Czy odpowiedziałem na Pana pytanie ?

MS: Oj tak, muszę powiedzieć Panie Pawle, że z przyjemnością się Pana słucha. Ja się już zapisuję na szkolenie coachingowe. Namówił mnie Pan.

PS: Ale ja Pana nie namawiam. Odpowiadam na pytanie. W polskiej kulturze mamy takie bardzo piękne sformułowanie. Mamy wiele takich porzekadeł. Jedno z nich brzmi: co dwie głowy, to nie jedna. I ogólnie to jest tak, że nasze życie dzisiaj jest tak dynamiczne, tak wielowątkowe, tak różnorodne, że naprawdę coraz częściej potrzebujemy mieć więcej niż swoją głowę. Nawet po to, żeby odsłuchać siebie samego. Tego jest po prostu dużo. I taka tzw. second opinion – druga opinia jest, możliwość powiedzenia, usłyszenia siebie samego, dedykowania czasu na refleksję, na planowanie, na myślenie, na analizę – ona po prostu jest w tej chwili nieodzowna. Zwłaszcza w kontekście życia zawodowego, ale również prywatnego. Wie Pan, 15-20 lat temu wszyscy byliśmy piękni i młodzi. Wszyscy mieliśmy 30-40 lat. Nikt z nas nie miał starych rodziców, nikt z nas nie miał chorób chociażby. Już nie mówię o covidzie. Sytuacja polityczna też była inna. Taki raczej    był element odzyskania wolności, jakieś nadzieje. Dzisiaj jesteśmy 30 lat po tej transformacji. Już wiemy, że nie wszystko złoto, co się świeci. Ta wolność fajna, ale trzeba też brać odpowiedzialność. Można wyjść na ulicę i krzyczeć, ale potem trzeba coś zrobić z tym, o czym się krzyczy. To już nie są te czasy i to konfrontuje z metodami działania, ze strategiami, z naszym realnym potencjałem, również z naszą energią. Mieliśmy tej energii wtedy, gdy to się wszystko zaczynało dużo więcej. Dzisiaj mamy inaczej. Wie Pan, jak myśmy zaczynali w latach 90-tych działalność szkoleniową to szkoliliśmy w soboty i niedziele, bo się mówiło – cytuję: „Nie wolno ludzi wyciągać z biznesu”. Działania szkoleniowe, rozwojowe były zaplanowane na pół piątku, sobotę i niedzielę. Dzisiaj, gdyby komuś powiedzieć, że szkolenie zawodowe, które dotyczy mojej pracy jest w sobotę czy w niedzielę, to wszyscy by się w głowę popukali. Mamy zupełnie inną rzeczywistość w tej chwili i ona się ciągle zmienia. Mamy cały temat transformacji cyfrowej, kulturowej itd. i do tego się trzeba umieć adaptować. Dobrze jest w tym procesie nie być samemu. I ja nie mówią o wsparciu psychologicznym. Coaching ma ewidentnie taki aspekt taki, nazwijmy go terapeutyzujący, tzn. dający komfort, bezpieczeństwo, refleksję, czas na oddech, też na odpoczynek. W czasie sesji coachingowych można odpocząć. Fakty. Siąść sobie w fotelu, odłożyć te telefony, te maile, to wszystko, cały ten świat. Skupić się na sobie. Skupić się na tym, że się w ogóle jest człowiekiem. Częściowo coaching spełnia taką funkcję i to jest bardzo dobrze. Natomiast oprócz tego jest też taki racjonalny. Chodzi mi o to, że skupia się na myśleniu, na obrabianiu, na analizowaniu, na wyciąganiu wniosków. I to samo w sobie jest niezależną wartością.

MS: Panie Pawle, po pierwsze gratuluję tych 25 lat coachingu i tego olbrzymiego zakresu działań, które Pan podejmuje. Jestem pełen podziwu. Dziękuję bardzo, że poświęcił Pan troszkę czasu na wywiad z Biznes z klasą i mam nadzieje, że jeszcze będziemy mieli przyjemność w przyszłości jakieś wywiady zrobić z Panem w tematach coachingowych. Bardzo dziękuję za rozmowę. Moim gościem był Pan Paweł Sopkowski, właściciel firmy CoachWise, człowiek, który wprowadzał coaching do Polski. Pozdrawiamy serdecznie. Do widzenia Panie Pawle.

PS: Słowem komentarza. Ja też Panie Michale dziękuję. Pozwolę sobie również podziękować i chcę również zaznaczyć, że tak, oczywiście, ja tutaj mam rolę. Nie będę fałszywie skromny. Wiem, co zrobiłem, co się udało osiągnąć. Natomiast to jest efekt pracy bardzo wielu ludzi, którzy nie będą wymienieni z imienia i nazwiska, którzy wciąż pracują w Coachwise i tacy, którzy już nie pracują w CoachWise, bo ich drogi zawodowe się gdzie indziej pokierowały. Ja przyjmuję dla siebie, ale też w imieniu tych wszystkich, którzy się do tego przyczynili. Dziękuję serdecznie.

MS: Oczywiście. Dziękuję bardzo. Pozdrawiamy serdecznie i pozdrawiamy widzów i słuchaczy.

PS: Dziękuję

 

Jeśli jesteś zainteresowany coachingiem oraz mentoringiem wejdź na stronę CaochWise i zobacz szczegóły https://www.coachwise.org/

 

 

 

Również Cię zainteresuje