Strona główna » „Uratowałem wiele instrumentów przed śmietnikiem”, czyli o biznesie z rockową nutą

„Uratowałem wiele instrumentów przed śmietnikiem”, czyli o biznesie z rockową nutą

przez Pawel
naprawa wzmacniaczy lampowych Warszawa

Dźwięk gitary elektrycznej w AmpLabie na warszawskim Gocławku to codzienność. Radosław Litke naprawia wzmacniacze, dał drugie życie niejednemu instrumentowi. – Słuchając dużo muzyki, ćwiczy się ucho. Zawsze szukałem dla siebie najlepszego brzmienia gitary. Okazało się, że większości klientów moje poczucie brzmienia się podoba. Wiadomo, każdy ma swoje preferencje, a ja ponadto potrafię się także do nich dostosować – podkreśla Radosław. W rozmowie z portalem „Biznes z klasą” wyjaśnia, dlaczego wzmacniacze lampowe „są jak czołg” i na czym polega ich wyjątkowość.

Brzmieniem gitar zafascynowałeś się jeszcze w szkole podstawowej. Myślałeś, będąc nastolatkiem, że ze wzmacniaczami i instrumentami będziesz pracować na co dzień?

Na początku było marzenie małego chłopca o zostaniu gwiazdą rocka. Dużo ćwiczyłem. Potrafiłem, będąc nastolatkiem, grać na gitarze pięć godzin dziennie. Problemem było dobranie odpowiednich ludzi, żeby się rozwinąć. Mieszkałem w Częstochowie. To małe miasto, więc liczba zespołów grających na fajnym poziomie była niewielka. W muzyce też trzeba mieć trochę szczęścia, żeby trafić na odpowiednie osoby, by ruszyć do przodu. Dodatkowym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniej gitary, ponieważ jestem osobą leworęczną.

Dwadzieścia lat temu dostępność takich instrumentów w Polsce była nieduża. Na jednej z platform zakupowych znalazłem zaledwie trzy sztuki. Ostatecznie wybrałem gitarę z dwudziestoma dwoma progami, ponieważ w innym przypadku nie mógłbym zagrać słynnej solówki z „Master of Puppets” Metalliki. Będąc nastolatkiem, zupełnie nie brałem pod uwagę, że będę zajmował się tematami okołogitarowymi, jednak zawsze lubiłem zagadnienia techniczne. Składałem kolegom komputery, pomagałem naprawiać drobną elektronikę.

Co sprawiło, że bardziej okazjonalnie zajmujesz się udoskonalaniem gitar, a skoncentrowałeś się na wzmacniaczach?

Studiując elektrotechnikę, prowadziłem serwis w Częstochowie. W małym mieście klientów z gitarami było więcej niż ze wzmacniaczami. Później przeprowadziłem się do Warszawy i dopiero ruszyła taśmówka. Robiłem siedem gitar dziennie, które musiałem ograć. Trafiali się trudni klienci. I tak dzień w dzień. Miałem przesyt. Moja pasja trochę mi zbrzydła. Warto też zaznaczyć, że praca przy gitarze jest cięższa, niż zajmowanie się wzmacniaczami. Najczęstszą usługą, którą wykonuje się w tym przypadku, jest szlif progów. Na instrumenty wpływa sposób przechowywania i zmiany wilgotności. Drewno pracuje, kurczy się. Metal pozostaje niezmienny. Jeśli próg nawet delikatnie wyjdzie, nie da się ustawić gitary perfekcyjnie. Będzie brzęczeć. Nawet gitara prosto ze sklepu może mieć nierówno nabite progi. Jeśli instrument wędruje z Chin, czy USA, sposób jego przechowywania ma wpływ na brzmienie.

wzmacniacze tranzystorowe naprawa warszawa

Radosław wyspecjalizował się we wzmacniaczach lampowych (fot. AmpLab)

Szlifowanie progów wymaga dokładności. Walczymy o dziesiątki milimetra. Jednocześnie trzeba się trochę spocić i namachać. Śmiałem się, iż po wielu latach szlifowania progów wpisuję się w stwierdzenie Bruce’a Lee, że nieważne ile zna się ciosów, liczy się ten wytrenowany. Żartuję, że mam ten jeden od szlifowania progów – na wypadek, gdyby mi ktoś podskoczył. Wracając do wzmacniaczy, skoncentrowałem się na nich, bo to praca intelektualna, no… może poza dźwiganiem wyjątkowo ciężkich egzemplarzy. Tutaj trzeba zastanowić się nad tematem, zrobić pomiary, zdiagnozować problem. Najczęściej we wzmacniaczach chodzi o wymianę lamp, ustawienie sprzętu.

Wyspecjalizowałeś się we wzmacniaczach lampowych. Co można powiedzieć o nich – w porównaniu z tranzystorowymi i cyfrowymi?

Naprawiam także wzmacniacze tranzystorowe, ale uprzedzam klientów, że ta sztuka może się nie udać. Często brakuje oryginalnych części, bo przestały być produkowane. Przy zastosowaniu podrabianych elementów bywa tak, że wzmacniacz jest do ponownej naprawy już po dwóch miesiącach. Można więc wyrzucić pieniądze w błoto.

W przypadku wzmacniacza cyfrowego, gdy coś padnie poważniejszego, sprzęt zamienia się w drogi przycisk do papieru, jeśli nie znajduje się jeszcze na gwarancji. Lampa jest jak czołg, przetrwa wszystko. Do wzmacniaczy lampowych wszystkie części są praktycznie dostępne, chyba że mówimy o bardzo rzadkich egzemplarzach.

Z wykształcenia jesteś elektrotechnikiem. Jak poszerza się wiedzę, żeby wyspecjalizować się w branży, w której pracujesz?

W tym pomagają strony internetowe i książki – najczęściej zagranicznych autorów. W rozwoju przydaje się analizowanie istniejących schematów wzmacniaczy. To jest zapoznawanie się z know-how. Co ciekawe, technologia lampowa nie stanęła w miejscu. Obok standardów ciągle można wprowadzać swoje modyfikacje. Wymieniamy jedną część i słuchamy, jakie otrzymaliśmy brzmienie. To jest najważniejsze w muzyce. Sucha matematyka i fizyka nie zawsze przekładają się na efekt, który jako muzycy chcemy osiągnąć. Z racji mojego doświadczenia wiem, jak lepiej ustawić wszystko pod gitarzystę. Z drugiej strony nie wchodzę w świat wzmacniaczy lampowych hi-fi, bo to są zupełnie odmienne obozy kreowania brzmienia.

Jak czułe muzycznie ucho trzeba mieć w tej profesji?

Słuchając dużo muzyki, ćwiczy się ucho. Zawsze szukałem dla siebie najlepszego brzmienia gitary. Okazało się, że większości klientów moje poczucie brzmienia się podoba. Wiadomo, każdy ma swoje preferencje, a ja ponadto potrafię się także do nich dostosować. Jestem osłuchany z wieloma brzmieniami. Było kilku muzyków, którzy fascynowali mnie od początku. Wirtuozi tacy jak: Joe Satriani, Steve Vai, John Petrucci stali się dla mnie wyznacznikami stylu gry.

naprawa wzmacniacze gocławek

W pracowni Radosława można zasięgnąć fachowej porady (fot. AmpLab)

Przykładowo słuchając Gary’ego Moore’a, jednocześnie analizowałem, czego używał, by uzyskać swoje brzmienie. W życiu kupowałem i testowałem mnóstwo sprzętu, żeby mieć porównanie. Praca serwisowa również bardzo mi pomogła. Ograłem tysiące gitar. Moje doświadczenie pracy z nimi sięga piętnastu lat, czyli czasów, kiedy naprawiałem i ulepszałem sprzęt dla kolegów z zespołów, w których grałem. Dziś ciężko jest mnie zaskoczyć nową gitarą czy wzmacniaczem.

W którym utworze znajduje się Twoja ulubiona solówka gitarowa?

O rany! To jest strasznie trudne pytanie, ponieważ mam bardzo szeroki wachlarz gustu muzycznego. Wzrusza mnie bardzo dużo solówek. Ciężko wybrać tę wyjątkową. Ostatnio dużą radość sprawiło mi granie solówki z utworu „Rosanna” grupy TOTO. Nie jest szybka, ale ma swój feeling i techniczne smaczki Steve’a Lukathera. Nie jest długa, a spędzała mi sen z powiek, aż w końcu wszystkie detale wyłuskałem i zagrałem. Na pewno genialnie wpływały na mnie dokonania wspomnianego Gary’ego Moore’a. Duże emocje odczuwam przy solówce z „Brothers in Arms” zespołu Dire Straits. To jest gigant! Cieszę się, że mogłem usłyszeć ten utwór na żywo. Na samo wspomnienie mam ciarki.

Hobbystycznie dajesz drugie życie wzmacniaczom i gitarom, które kurzyły się gdzieś na strychu lub miały wylądować na śmietniku. Zdarzyło się, że natrafiłeś w ten sposób na jakieś perełki?

Wzięło się z to z czasów, kiedy gotówka nie wylewała mi się z kieszeni, a ciągle miałem chęć posiadania coraz większej liczby instrumentów. Obecnie mam swój ulubiony wzmacniacz, który przebudowałem samodzielnie i nie odczuwam potrzeby szukania następnych. Jeśli chodzi o poszukiwania perełek, częściej trafiają się gitary. Jak już wspomniałem, jestem leworęczny, więc pod tym kątem odbywają się poszukiwania. Przeszukuję fora, platformy zakupowe z używanymi gitarami.

Tak trafiłem na Washburna z lat 90. Gitara była przerobiona na instrument praworęczny. Przełożono jej struny i przewiercono korpus, żeby przełącznik i potencjometry umieścić po drugiej stronie. Dla mnie to maltretowanie i niszczenie instrumentu. Zamierzam połatać dziury i poddać gitarę renowacji. Za śmieszne pieniądze kupiłem ostatnio Ibaneza RG560, którego będę przywracał do czasów świetności. Zadbane egzemplarze są warte około pięciu tysięcy złotych. Uratowałem wiele instrumentów przed śmietnikiem. Czasem trafia do mnie sprzęt z tzw. wystawek na Zachodzie. Tam jest myślenie, że nie warto naprawiać instrumentów.

Udzielasz się na YouTube, gdzie dzielisz się swoją wiedzą. To taka misja wspierania osób, którym brakuje doświadczenia? Chęć zbudowania pewnej społeczności?

Nie lubię nachalnego marketingu. Chcę coś dać od siebie i oczekuję, że to zadziała w drugą stronę. Nagrywam filmy instruktażowe, dzielę się swoimi spostrzeżeniami na temat brzmienia. Prezentuję wzmacniacze i dużo opowiadam na temat serwisu. Daje wskazówki, na przykład: jak bez specjalistycznych narzędzi poradzić sobie z docięciem siodełka.

wzmacniacze lampowe serwis warszawa

Radosław chętnie dzieli się swoją wiedzą w sieci (fot. AmpLab)

Moje kanały na YouTube dają obopólną korzyść. Jest to również promocja mojej działalności i marki osobistej. Większa liczba potencjalnych klientów może mnie odnaleźć w sieci. Niejednokrotnie dostałem maila, gdzie ktoś odezwał się w sprawie modelu wzmacniacza, o którym opowiadałem w moim materiale.

Patrząc z perspektywy Twojej pracowni, statystyczny klient AmpLabu to osoba po czterdziestce, która wyrosła na rocku?

Raczej są to osoby po trzydziestce, które stać po prostu na lepszy sprzęt. Utrzymanie wzmacniacza lampowego jest droższe, ale za to charakteryzuje się on lepszym brzmieniem w porównaniu z cyfrowym. Tutaj liczą się niuanse i artykulacja. Jest inna dynamika. Na cyfrze gra się prościej, jednak trzeba być świadomym jej ograniczeń. To dobre rozwiązanie do nauki, gdy chcemy zapoznać się z różnymi brzmieniami wzmacniaczy. Profesjonaliści, nagrywając płytę, stawiają na lampę. Moimi klientami są także młodzi adepci gitarowego grania, którzy zaczynali od gry na gitarze podłączonej pod komputer lub tani wzmacniacz. Gdy zapoznają się z lampą, dostrzegają ogromną różnicę.

Obecnie sporo młodych osób sięga po „wiosło”?

Trudno oszacować, ale ci, którzy grają, są zwykle lepsi technicznie od naszej generacji. Mają mimo wszystko większą dostępność sprzętu, więcej poradników w sieci. Zauważyłem też, że najmłodsza generacja gitarzystów nie ma zupełnie kompleksów w stosunku do Zachodu. To już nie jest tak odległy świat, jak dla starszych pokoleń. Obecnie z młodych bije pewność siebie i przekonanie o własnych umiejętnościach.

ROZMAWIAŁ 

PAWEŁ LEWANDOWSKI | redakcja@bizneszklasa.pl

Portal biznesowy

5/5 - (13 głosów)

Może Ci się spodobać