Filmiki Eweliny Ciosek oglądają setki tysięcy osób w sieci. Pod szyldem Tortowe Ciocho kryje się nie tylko pracownia, ale i sklep internetowy. Otworzyła dwa lokale, wydaje e-booki, prowadzi szkolenia. Ewelina w kilka lat zbudowała firmę znaną nie tylko w Katowicach, choć bywało trudno. – Jak rozmawiamy o biznesie, to powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze jest słodko – podkreśla w rozmowie z portalem „Biznes z klasą”.
Wszystko zaczęło się od tortu na walentynki, którego spróbowali sąsiedzi. Smakował tak dobrze, że magister inżynierii materiałowej regularnie zaczęła piec słodkości. Jak wspominasz ten okres?
Byłam na macierzyńskim. Bardzo kocham swojego synka. Macierzyństwo okazało się dla mnie czymś fajnym, ale niewystarczającym. Jestem osobą, która lubi mieć dużo pracy i szukałam swojej drogi. Chciałam nauczyć się czegoś, co będę mogła rozwinąć na wielu poziomach i spełniać się w wybranej branży. Gdy zakładałam pracownię cukierniczą, nie mogłam sobie pozwolić na porzucenie pracy w korporacji. Mój biznes nie był wypromowany.
Piekłam średnio trzy torty tygodniowo. Na początku jeździłam ze swoimi słodkościami do restauracji i knajpek na Śląsku. Chciałam porozmawiać z właścicielami, sprawdzić, jakie jest zapotrzebowanie na słodkie stoły i torty. Wszystko zaczęło nawet dobrze funkcjonować, aż przyszła pandemia, a z nią kolejne utrudnienia. To był trudny czas.
W kwietniu 2021 roku jednak odeszłaś z pracy w korporacji, by skoncentrować się na pieczeniu tortów i ciast. Czy wyobrażałaś sobie, że już po kilku latach będziesz prowadzić tak wielopoziomowy biznes? Jest Ciocho Cukrownia, Niesłodkie Ciocho i Tortowe Ciocho. Twoja firma sprzedaje akcesoria do tortów, prowadzicie szkolenia, wydajesz e-booki.
Nie spodziewałam się takich efektów! Po pięciu latach zatrudniamy osiemnaście osób. Na pewno bardzo mocno wierzyłam w siebie, że to musi zaskoczyć. Robiłam wszystko, co możliwe, żeby nie być zmuszoną do pracy na etacie. Chciałam pracować na swoich warunkach. Zależało mi, żeby nie zatrzymywać się w jednym miejscu. Dość szybko się nudzę. Nie lubię, gdy jest za spokojnie, co sprzyja rozwijaniu biznesu.
„Z miłości do cukru” – takie motto widzimy w Ciocho Cukrowni. Trzeba przyznać to odważne hasło w dobie trendów promowanych przez dietetyków.
Zdaję sobie sprawę, że cukier nie jest zbyt zdrowy. Zwróćmy tylko uwagę – są różne rodzaje słodyczy. Gdy sięgniemy po ciastko z marketu, ono może mieć nawet dwuletni termin przydatności do spożycia. U nas pracujemy na składnikach bardzo wysokiej jakości. Oprócz cukru mamy przecież mnóstwo owoców i orzechów.

Pełną gamę słodkości uzupełniają owoce (fot. Tortowe Ciocho)
Według mnie, jeśli chodzi o nadwagę, to jest to zwykle problem w większym stopniu głowy. Na ciele odbija się efekt na przykład zajadania stresu. Rzadko kto przejada się, wychodząc na miasto. Nie chodzimy zwykle codziennie do restauracji i kawiarni. Najgorszy jest czas, kiedy siedzisz przed telewizorem w domu i jesz zbyt dużo wieczorem. To tryb życia i nawyki wpływają na nasze zdrowie najbardziej.
Jesteś wykształcona zupełnie w innej branży. Co było największym wyzwaniem przy wejściu do gastronomii?
Wielu osobom wydaje się, że założenie własnego biznesu w gastronomii jest proste. W końcu praktycznie każdy potrafi coś przygotować w kuchni. Jak rozmawiamy o biznesie, to powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze jest słodko. Na samym początku zrobienie dripu na torcie, czyli spływającej polewy, było dla mnie wyzwaniem, potem przygotowywanie tortów piętrowych, jednak otworzyłam pracownię bardzo szybko. Chodziło o to, żeby działać legalnie, profesjonalnie i móc się promować. Obecnie w prowadzeniu działalności wyzwaniem na pewno jest dla mnie zarządzanie ludźmi.
Myślę, że wielu ludzi rezygnuje z prowadzenia jakiegokolwiek własnego biznesu, właśnie przez kwestie zatrudnienia. Ogólnie wśród niedoświadczonych osób panuje opinia, że jak zatrudnisz pracownika, to taka osoba przychodzi i od razu wie, co ma robić, bardzo się angażuje. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Pozostało na przykład takie wyobrażenie, mentalność wśród pracowników, którą można oddać za pomocą starego powiedzenia: „robić na prywaciarza”. Oznacza, że pracownikom przedsiębiorca kojarzy się z osobą, zamierzającą wycisnąć ich jak cytrynę. Należy więc najlepiej przyjść do pracy, zrobić jak najmniej, postać i wyjść, bo na pewno szef będzie chciał mnie wykorzystać. Mieliśmy problemy z lojalnością pracowników. Zdarzały się kradzieże. Niektórzy zapewniali, że wykonali swoje zadania, a praca była nieukończona.
Spotkałem się ostatnio z opinią osoby prowadzącej kawiarnię osiedlową z własnymi ciastami. Bardzo narzekała, że w tej branży trudno obecnie o dobrego pracownika. Też mieliście problemy ze znalezieniem dodatkowych rąk do pracy?
Najcięższy okres mieliśmy między czerwcem a lipcem – tuż przed otwarciem Niesłodkiego Ciocha. Wiem, że w gastro pracodawcy często nie zawierają umów na dzień próbny, co jest nielegalne. My mieliśmy wszystkie papiery w porządku. Poszukując pracowników, podpisaliśmy około trzydziestu umów w miesiąc. Przychodzili różni ludzie. Myślałam, że niektóre sytuacje, to tylko przypadki z filmików w internecie. Nas to wszystko spotkało w rzeczywistości. Na przykład jedna z osób stwierdziła po piętnastu minutach, że wychodzi, bo jednak jej się nie podoba.

W pracowni Eweliny nie brakuje zamówień z lokalnymi akcentami (fot. Tortowe Ciocho)
Inna dziewczyna przyszła na dzień próbny i podpisała umowę. Po kilku godzinach poinformowała, że nie powinna, bo jest w innej pracy na zwolnieniu lekarskim. Następnego dnia napisała do nas. Zapewniała, że boli ją brzuch i jest w szpitalu. Przysłała nawet zdjęcie, które miało być dowodem, a wyglądało bardzo podejrzanie. Po dwóch dniach przekonywała o zachorowaniu na raka. Takie porzucanie pracy przypadło na okres, kiedy mamy największy ruch. Wówczas nie ma pięciu minut bez paragonu. To oczywiście cieszy, ale wtedy zabrakło nam po prostu ludzi do pracy. Zatrudniłam wówczas na szybko osoby, które przyszły tego samego dnia na rozmowę kwalifikacyjną. Co ciekawe, problemy, o których opowiadam, dotyczyły ludzi za barem. W kuchni było znacznie lepiej. Być może to kwestia mentalności.
To musiała być solidna lekcja biznesu…
Dużo nauczyłam się w ciągu kilku lat, ale nie brakowało stresujących momentów. Stałam się bardziej wymagająca. Kiedy widzę jeden symptom, że ktoś robi bałagan, bardzo szybko jest to weryfikowane. Przeprowadzam rozmowę. Jeśli nie zadziała, po prostu się żegnamy. Obecnie problem poszukiwania pracowników mnie nie dotyczy, bo mamy świetną ekipę, ale w przeszłości bywało trudno.

Popularność w sieci rozkręciła słodki biznes (fot. Tortowe Ciocho)
Dziś jestem już w sytuacji, kiedy mam komfort wyboru osób do współpracy. Cieszę się, gdy słyszę, że fajnie się u mnie pracuje. Jednocześnie pamiętam, że to jest biznes. Nie jesteśmy w relacjach rodzinnych i przyjacielskich, przy czym cały czas powinniśmy się szanować, dbać o dobrą atmosferę. Trzymamy się spisanych zasad, z którymi każdy zapoznaje się na początku współpracy. Jedną z nich jest skrócenie czasu pracy, jeśli ktoś wyrabia się ze swoimi zadaniami szybciej. Ważne, żeby pracownik czuł się doceniony.
Mąż jest bardzo zaangażowany w biznes?
Z wykształcenia jest fizjoterapeutą, który nadal pracuje w tym zawodzie, choć już tylko jeden dzień w tygodniu. Jeśli chodzi o nasz biznes, jak najbardziej zaangażował się w jego rozwój. Jest właścicielem Ciocho Cukrowni i Niesłodkiego Ciocha. Zajmuje się podatkami, umowami, sprawami związanymi z Bazą Danych o Odpadach, w której musimy gromadzić informacje o zarządzaniu na przykład pudełkami. Jednym słowem jest współwłaścicielem biznesu odpowiedzialnym za formalności.

W trakcie sezonu ruch jest największy (fot. Tortowe Ciocho)
Siłą napędową projektu Tortowe Ciocho są materiały, które publikujesz w mediach społecznościowych. Zostałaś influencerką, z którą można nawiązać współpracę. Jak przy tylu aktywnościach znaleźć czas dla rodziny?
Nie oglądam seriali, uważam, że to strata czasu. Mam mało wolnych chwil zupełnie dla siebie. Dla rodziny oczywiście czas znajduję, choć ciężko się wyluzować. Moja głowa jest zajęta problemami z pracy.
Twoja obecność w internecie spotyka się z wieloma pozytywnymi komentarzami, ale są i te złośliwe. Obracasz je w żart. Warto w ogóle reagować na hejterów?
Warto, ponieważ te filmiki najbardziej się wyróżniają i przynoszą największe korzyści materialne. Przy każdej odpowiedzi pokazuję swoje lokale, produkty i ofertę. Chyba hejterzy zrozumieli, że niewiele mogą zdziałać i ostatnio złośliwości jest mniej. Zauważyłam, jednak że przy każdym nowym projekcie – na przykład podczas otwarcia Niesłodkiego Ciocha – przybywa hejtu. Prawdopodobnie wiąże się to z zazdrością.
Nie biorę do siebie tych złośliwości, nawet nie wiem, kto wypisuje takie komentarze. Myślę, że większość hejterów nie wypowiadałaby swoich opinii, gdyby stanęła z kimś w cztery oczy. Baliby się. Przy braku pokazywania swojej twarzy, łatwiej pozwalać sobie na więcej.
Masz kolejne biznesowe marzenia i plany?
Na razie nie myślę o otwieraniu kolejnego lokalu. Otwarcie Niesłodkiego Ciocha i początkowe problemy ze skompletowaniem ekipy nadszarpnęły nas psychicznie. Dopiero teraz trochę odpoczywamy. Jeśli chodzi o plany, myślę o rozwoju mojego kanału na YouTube. Nagrywam obecnie serię z różnymi influencerami, gdzie zapraszam ich do wspólnego robienia tortu. Rozmawiamy o ich branży. Zastanawiam się, w którym kierunku pójdę z formułą. Będzie to cykl bardziej na poważnie, a może jednak wygra opcja z humorem? Wszystko jest w trakcie testowania reakcji odbiorców.

Pomysłowość na warianty tortów nie zna granic (fot. Tortowe Ciocho)
Mam też pomysł na kilka nowych produktów do sklepu internetowego. Opracowanie ich i promocja zajmuje trochę czasu. Co ciekawe, rozrośliśmy się na tyle, że mój brat projektuje część produktów, które są wytwarzane w Polsce. Importujemy też z Chin i jeśli ktoś pomyśli, że to dziadostwo – jak kiedyś – bardzo się pomyli. Znamy producentów, którzy reprezentują porządną jakość. Moim marzeniem jest wydanie książki. Myślę, żeby w przyszłym roku zabrać się do jego realizacji. W dorobku mam dużo e-booków, ludzie pytają o książkę, więc chyba przyszła odpowiednia pora.
ROZMAWIAŁ
PAWEŁ LEWANDOWSKI | redakcja@bizneszklasa.pl

