– Należę do osób, które nie narzekają na młodych. Wśród reprezentantów pokolenia Z nie brakuje ludzi zmotywowanych do nauki i pracy. Osoby leniwe i nasiąknięte kompletną bezradnością znajdziemy także wśród przedstawicieli na przykład pokolenia Y. Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie – mówi dr Andrzej Zduniak. Jak niż demograficzny wpływa na uczelnie? Czego uczyć, żeby przygotować młodych do wyzwań na rynku pracy? Rozmawiamy z rektorem Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Poznaniu.
Świat rozwija się technologicznie w zawrotnym tempie. Niektóre profesje wymierają, powstają nowe. Jakie przedmioty powinny znaleźć się w programie niemal każdej uczelni, żeby dobrze przygotować młodych ludzi na wyzwania XXI wieku? Czy możemy wyróżnić uniwersalną grupę?
Pod koniec XX wieku ukazała się książka z prognozami, czym będzie cechować się następne stulecie. Według najważniejszej tezy autora – narzędzia, technologie, procedury się zmieniają, ale zawsze pozostaje człowiek. Jego potrzeba bliskości i ciepła pozostaje taka sama od czasów kamienia łupanego. Na naszej uczelni projektujemy zmiany w programach kształcenia, by uwzględnić kwestię kompetencji społecznych. One zawsze będą ważne niezależnie od tego, jak świat zmienia się technologicznie. Dostrzeżenie człowieka jako czującej istoty jest niesamowicie ważne w kształceniu na uczelniach wyższych. Osoba posiadająca rozwinięte kompetencje społeczne będzie o wiele cenniejszym pracownikiem, niż ten, kto wyłącznie wyspecjalizuje się tylko w projektowaniu na przykład działań sztucznej inteligencji. Na studiach licencjackich – poczynając od drugiego, a na szóstym semestrze kończąc – mamy na każdym kierunku warsztaty kompetencji społecznych. Zajęcia praktyczne stanowią dużą część przedmiotu. Ze względu na specyfikę współczesnego świata rozwijamy to, czego brakuje.

Rozwijanie kompetencji społecznych jest istotne niezależnie od technologicznego wyścigu (fot. stock.adobe.com)
Zasób słów statystycznego Europejczyka maleje. Piętnaście lat temu młodzi posługiwali się mailami. Teraz coraz więcej osób ma problem z pisaniem dłuższych wiadomości. Dziś korzysta się z SMS-ów i komunikatorów w mediach społecznościowych. Wiele osób porozumiewa się półsłówkami i emotikonami. Jeśli wyśle się do człowieka z epoki cyfrowej życzenia imieninowe, napisane odręcznie, na kartce, to taki gest wywołuje szok. Jest przyjmowany jako szczególne wyróżnienie. Kilkakrotnie zrobiłem taki eksperyment.
Dla firm i instytucji cyberbezpieczeństwo jest kwestią kluczową. Czy na polskich uczelniach ta tematyka jest wystarczająco reprezentowana?
I tak, i nie. Studia trwają w systemie bolońskim – trzy lata dla licencjackich plus dwa magisterskich. Podczas zajęć na uczelni wyższej student może posiąść kompetencje w zakresie cyberbezpieczeństwa. Po ukończeniu kilkuletnich studiów świat jest już zupełnie inny w porównaniu do tego, kiedy zaczynał pierwszy rok. Jako uczelnie możemy stworzyć fundamenty do myślenia i działania w tym obszarze. Przy tak szybko zmieniającym się świecie umiejętności z zakresu cyberbezpieczeństwa trzeba jednak doskonalić na bieżąco. To nie jest ekonomia, gdzie pewne równania pozostaną aktualne na przykład za dziesięć lat.
Pandemia bardzo wpłynęła na rynek edukacyjny. Zarządzono nauczanie zdalne. W środowisku związanym z edukacją pojawiło się sporo głosów, że izolacja wykładowców od studentów bardzo wpływa na efektywność nauczania, co odbija się na gorszych wynikach. Jaka przyszłość czeka formułę zdalną?
Nauczanie zdalne odbywało się już przed pandemią. Na przykład na Malcie realizowane są wyśmienite studia podyplomowe dla studentów z całego świata. W końcu nikt z Norwegii nie przylatuje tylko na zajęcia prowadzone na śródziemnomorskiej wyspie. Oczywiście bezpośredni kontakt jest czymś innym podczas zajęć dydaktycznych niż komunikowanie się przy użyciu monitora. Nauka zdalna jednak rozwiązuje wiele trudności, z którymi spotykali się kandydaci na studia przed pandemią. Ktoś mieszkający w Szkocji może pozwolić sobie na studiowanie na drugim końcu świata.

Niż demograficzny będzie coraz bardziej wpływać na rynek edukacji w Polsce (fot. stock.adobe.com)
W przypadku niektórych przedmiotów aż prosi się, żeby prowadzić takie zajęcia w formule zdalnej. Na mojej uczelni są to technologie informacyjne, gdzie pracujemy na komputerze i więcej możemy przekazać w praktyce. Procesu upowszechnienia się zdalnego nauczania już nie cofniemy. Pozostaje kwestia kompetencji nauczycieli i zaangażowania studentów. Warto zaznaczyć, że są przedmioty, gdzie nauczanie zdalne jest niekoniecznie wskazane. Przy wielu ćwiczeniach na kierunku psychologia kontakt bezpośredni to korzystniejsza formuła w porównaniu z nauczaniem na platformie.
Wielkimi krokami zbliża się niż demograficzny. Dla polskich uczelni to wyzwanie. Jak się z nim zmierzyć?
Kiedy 23 lata temu zacząłem tworzyć Wyższą Szkołę Bezpieczeństwa, w Poznaniu było już kilka kwitnących uczelni prywatnych. Funkcjonowały na rynku przynajmniej od dziesięciu lat. Wielu moich znajomych ze środowiska akademickiego śmiało się, że to nie jest czas na tworzenie kolejnej uczelni. Już wtedy nadchodził niż demograficzny. Odpowiadałem, że wszystko zależy, jak podejdzie się do prowadzenia uczelni. Każdy rok niżu demograficznego zmuszał mnie do innego sposobu myślenia, w porównaniu ze znajomymi rektorami ze starszych uczelni. Wcześniej wyzwaniem było znalezienie odpowiednio dużej sali, żeby przerobić materiał z tysiącami studentów. Realia się zmieniały. Moim antidotum na niż demograficzny było założenie wydziałów w mniejszych miastach. Proces rozpocząłem piętnaście lat temu. Mamy wydział na przykład w Bartoszycach czy Jastrzębiu-Zdroju. W Giżycku jesteśmy jedyną uczelnią. Uznałem, że łatwiej będzie znaleźć studenta, jeśli uczelnia przyjdzie do niego. W jakimś sensie mój pomysł się sprawdził.

Rektor Andrzej Zduniuk (z prawej) podczas otwarcia roku akademickiego (fot. WSB)
Dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że w drugiej połowie lat czterdziestych XXI wieku maturzystów w danym roku będzie mniej niż miejsc na studiach stacjonarnych w uczelniach państwowych. Wszystko wskazuje na to, że ta prognoza się spełni i zmniejszy się liczba placówek. Szacuję, że z rynku w ciągu ostatnich dwudziestu lat zniknęło około stu uczelni prywatnych. To efekt niżu demograficznego. Dziś z tych wielkich uczelni poznańskich został wyłącznie Uniwersytet Merito, czyli dawna Wyższa Szkoła Bankowa. Duża część profesury z pozostałych pracuje obecnie u mnie. Postawiliśmy na jakość kształcenia i dbałość o studenta.
W sieci możemy znaleźć sporo krytycznych głosów pod adresem generacji Z. Pracodawcy narzekają, że młodzi ludzie nie angażują się w takim stopniu w obowiązki służbowe, co starsze roczniki. Mamy zmianę pokoleniową dotyczącą wzajemnych oczekiwań. Jak na nią reagować również na poziomie edukacyjnym? Powinniśmy po prostu inaczej komunikować się z młodymi?
Oczywiście! Jeżeli będziemy obecnie komunikować się z młodzieżą w taki sposób, w jaki rozmawiano z nami, to się nie dogadamy. Żyjemy w czasach ogromnego szumu informacyjnego. Musimy to uwzględnić. Z każdym pokoleniem zmieniają się realia życia. Nasze babcie też narzekały na wnuki. Młodzież nie jest obecnie gorsza, tylko inna. Należę do osób, które nie narzekają na młodych. Wśród osób z pokolenia Z nie brakuje ludzi zmotywowanych do nauki i pracy. Osoby leniwe i nasiąknięte kompletną bezradnością znajdziemy także wśród przedstawicieli na przykład pokolenia Y. Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie.
Długo był Pan związany z wojskiem. Co pozytywnego ze świata wojskowości można przenieść do kształcenia cywilnego?
Wszystko! A na pewno organizację, zdyscyplinowanie i klarowność komunikowania się. To zasady, które się sprawdzają i są wysoko cenione. Dla mnie jest to standard. Przez kilkadziesiąt lat pracowałem w wojsku. Byłem oficerem. Przy przymierzaniu się do odejścia z wojska – ze względu na wiek – szukałem pomysłu na życie. Utworzyłem uczelnię. Każde środowisko ma coś pozytywnego i specyficznego w sobie. Sztuką życia jest czerpanie z tych doświadczeń. Wykorzystywanie tego, co może zaprocentować w przyszłości.
ROZMAWIAŁ
PAWEŁ LEWANDOWSKI | redakcja@bizneszklasa.pl

