– Cieszę się, że podejście do zwierząt się zmienia. Dobrostan koni jest coraz bardziej brany pod uwagę w świecie jeździeckim. Traktuje się zwierzę jako partnera, a nie tylko narzędzie do zarabiania pieniędzy – podkreśla Agnieszka Szczepańska w rozmowie z portalem „Biznes z klasą”. Założycielka LexTrade – kancelarii wyspecjalizowanej w prawie związanym z handlem końmi – zaznacza, na co zwrócić szczególną uwagę, gdy wchodzimy w świat jeździectwa, w którym biznes przeplata się z pasją.
Dlaczego wybrała Pani tak nieoczywistą specjalizację, zakładając kancelarię prawną?
Naszą główną misją jest pomaganie ludziom i rozwiązywanie ich problemów. Chodziło o to, żeby prowadzić kancelarię prawną, gdzie prawnik nie będzie kojarzyć się ze sztywną personą, która jest niedostępna. Specjalizacja związana z końmi wzięła się z miłości do zwierząt. Kocham konie od dziecka. Pamiętam, jak w rodzinie zrobiła się wielka afera, gdy okazało się, że będąc dziewczynką, spałam w żłobie. Pasja jeździectwa została mi chyba przekazana w genach przez mojego prapradziadka, który był ułanem. Od ponad dwudziestu pięciu lat jeżdżę konno. Znam świat jeździecki od podszewki. Widzę, co dzieje się w świecie sportu, jak traktowane są zwierzęta. Obserwuję, w jaki sposób są przeprowadzane transakcje. Na pewno łatwiej odnajduje się w tej rzeczywistości w porównaniu z prawnikiem, który zajmuje się tylko sprawami cywilnymi, choćby ze względu na używane słownictwo. W LexTrade wykorzystuję swoje doświadczenie, łącząc pracę z pasją.
Zakup konia, który ma startować na zawodach, to nie tylko pasja, ale i poważna inwestycja. Jakie kwoty padają w świecie jeździectwa?
Zdarzają się konie, które kosztują 150 czy 200 tysięcy złotych, są i takie startujące w zawodach Grand Prix, gdzie padają kwoty nawet do 500 tysięcy euro. Przy wyborze konia do sportu trzeba uwzględnić wiele czynników. Na pewno ważną rolę grają: jego pochodzenie, predyspozycje, poziom wyszkolenia w zależności od wieku. Czasem już za źrebaczka, który jest po bardzo dobrych rodzicach skokowych, można zapłacić nawet 90 tysięcy złotych. Za konia do sportu o bardzo przeciętnym poziomie wyszkolenia zapłacimy do 100 tysięcy złotych. Gdybyśmy chcieli kupić konia, który już startuje w konkursach i ma udokumentowane osiągnięcia, to trzeba wyłożyć od 50 do 70 tysięcy, a nawet i więcej, ale euro.
O jakich dokumentach powinniśmy pamiętać, gdy dokonujemy transakcji?
Przede wszystkim weterynarz musi przeprowadzić badanie konia, czyli tzw. TUV. Musimy sprawdzić informacje, które są w paszporcie. Należy przygotować dobrą umowę kupna lub sprzedaży – w zależności od tego, po której stronie transakcji jesteśmy. W świecie jeździeckim bardzo powszechna jest teraz rękojmia. To bardzo istotna kwestia dla kupującego. Musimy zwrócić szczególną uwagę na zapisy dotyczące użytkowania zwierzęcia, historię przebytych chorób i kontuzji.

Pani Agnieszka połączyła pasję ze ścieżką zawodową (fot. archiwum prywatne)
W momencie, gdy chcemy skorzystać z rękojmi i idziemy do sądu, liczą się szczegóły. Każdy brak słowa lub przecinek postawiony w niewłaściwym miejscu może przysporzyć nam problemów. Pamiętajmy też, że kupujemy zwierzę. To nie jest rzecz, która może nam się popsuć jak samochód. W jeździectwie mamy dwa żywe organizmy. One muszą ze sobą współpracować. To jest człowiek i koń. Jeśli na tej linii nie ma porozumienia, to można kupić konia, który pod jednym zawodnikiem będzie skakał 140 centymetrów, a pod innym nawet nie zechce zagalopować. Wszystkie zapisy pozwalające nam doprecyzować umowę kupna są bardzo istotne, by uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.
Zdrowie zwierzęcia jest bardzo ważne. Na co zwraca się szczególną uwagę przy braniu transakcji pod lupę?
To są zdjęcia rentgenowskie i badanie USG. Ponadto przyglądamy się historii kontuzji, żeby sprawdzić na przykład, czy nie doszło do zerwania mięśnia międzykostnego. Sprawdzamy zdrowie zwierzęcia pod kątem zwyrodnienia stawów, ewentualnych problemów oddechowych. Na tym polega TUV. Weterynarz określa skalę, w której przeprowadzono badanie. Oczywiście nie można liczyć, że wszystkie wskaźniki będą idealne. Jako ludzie też rodzimy się z pewnymi wadami wrodzonymi. Jednak są parametry niezbędne dla bezpiecznego sportu. Jeśli koń pięcioletni ma zwyrodnienia stawów, a będziemy go obciążać wysokim sportem, jest duża szansa, że będzie kontuzjowany. Więcej czasu spędzi na rehabilitacji niż w konkursach.

Zakupowi konia towarzyszą specjalne wymogi prawne (fot. archiwum prywatne)
Podczas badania konia sprawdzamy też krew, by upewnić się, czy nie jest pod wpływem środków uspokajających lub innych wspomagaczy. Chodzi o to, by uniknąć sytuacji, gdzie zabieramy konia do domu, środki przestają działać i do zwierzęcia nie daje się podejść. Jego charakter jest bardzo ważny. Upewniamy się, czy koń nie jest agresywny, łatwo go prowadzić i będzie współpracować. Takie rzeczy sprawdza się podczas tzw. jazdy próbnej, w której uczestniczy potencjalny kupujący. Nieprzypadkowo konie wykorzystywane są w hipoterapii. Są zwierzętami, które odczytują ludzkie emocje już w momencie, kiedy wchodzimy do stajni.
Jakie prawa przysługują kupującemu, jeśli okaże się, że został wprowadzony w błąd przy zakupie konia i czy takie sytuacje zdarzają się często?
Niestety, przypadki wprowadzania kupujących w błąd przy transakcjach dotyczących koni zdarzają się stosunkowo często. Choć zwierzę nie jest rzeczą w rozumieniu prawa, zgodnie z art. 1 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt stosuje się do niego odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy. W praktyce oznacza to, że do umów sprzedaży koni znajdują zastosowanie regulacje Kodeksu cywilnego, w szczególności dotyczące rękojmi za wady fizyczne (art. 556 i nast. k.c.). Najczęstszą podstawą odstąpienia od umowy przez kupującego jest wykazanie wady fizycznej zwierzęcia, która została zatajona lub sprzedawca zapewnił, że nie istnieje. W obrocie końmi – zwłaszcza międzynarodowym – takie sytuacje nie są rzadkością. Zdarza się, że koń nabywany jest na podstawie dostarczonej dokumentacji weterynaryjnej, w tym zdjęć rentgenowskich pochodzących z zagranicy – np. ze Stanów Zjednoczonych czy Francji.

Wchodząc w świat jeździectwa, warto konsultować się z ekspertami (fot. archiwum prywatne)
Praktyka pokazuje, że po przyjeździe zwierzęcia do Polski, w trakcie treningu ujawniają się poważne problemy zdrowotne, takie jak kontuzje czy zaawansowane zmiany zwyrodnieniowe. W skrajnych przypadkach okazuje się, że dokumentacja obrazowa, na podstawie której kupujący podjął decyzję o zakupie, nie dotyczyła w ogóle tego konkretnego konia. Jest oczywiste, że tego rodzaju zmiany nie mogą powstać w wyniku jednego treningu, co potwierdza, że kupujący został wprowadzony w błąd. W takich okolicznościach kupującemu co do zasady przysługuje prawo do odstąpienia od umowy, żądania obniżenia ceny lub dochodzenia odszkodowania – w zależności od zakresu ujawnionych nieprawidłowości oraz okoliczności transakcji.
Co doradziłaby Pani pod kątem prawnym osobie, która po raz pierwszy sprowadza konia od zagranicznego kontrahenta?
W przypadku pierwszej transakcji międzynarodowej związanej z zakupem konia rekomenduję skorzystanie z usług profesjonalnego pośrednika lub agenta działającego na rynku equine, który ma możliwość zweryfikowania stanu zwierzęcia na miejscu i oceny warunków transakcji. Osoba taka posiada zwykle wiedzę o historii treningowej konia i jego faktycznym stanie zdrowia, co znacząco ogranicza ryzyko błędnych decyzji zakupowych.
Oczywiście najbardziej pożądaną praktyką jest osobista wizyta u sprzedającego, testowanie konia i bezpośrednia ocena jego zachowania oraz kondycji. Nie każdy kupujący może jednak pozwolić sobie na taki wyjazd. W takim przypadku kluczowe jest przeprowadzenie badań weterynaryjnych, czyli tzw. vet check, bezpośrednio po przyjeździe zwierzęcia do Polski, w celu potwierdzenia zgodności faktycznego stanu zdrowia z dokumentacją przekazaną przez sprzedającego.

Założycielce LexTrade los zwierząt nigdy nie jest obojętny (fot. Cecylia Łęszczak)
Dobrym zabezpieczeniem kontraktowym jest wprowadzenie do umowy klauzuli umożliwiającej zwrot konia na koszt sprzedającego w sytuacji, gdy wyniki badań okażą się niezgodne z ustalonymi parametrami lub znacząco odbiegają od informacji przekazanych przed zawarciem umowy. Należy jednak pamiętać o niezwłocznym przeprowadzeniu badań – zbyt długi okres zwłoki, czyli np. badania wykonane po dwóch miesiącach, może prowadzić do sporu co do przyczyn ujawnionych dolegliwości, a sprzedający może twierdzić, że powstały one już w Polsce, np. wskutek przeciążenia konia w treningu.
Warto również mieć świadomość, że ekspertyzy biegłych sądowych w sprawach dotyczących koni są w praktyce trudne do uzyskania. Specjalistów ściśle zajmujących się wyłącznie medycyną i biomechaniką koni jest niewielu, co wydłuża i komplikuje postępowania dowodowe. Dodatkową trudnością jest fakt, że sędzia prowadzący sprawę często nie ma doświadczenia w pracy z końmi, co powoduje, że musi opierać się w całości na przedłożonych dowodach, opiniach ekspertów i wyjaśnieniach stron.
W LexTrade udało się połączyć pasję z życiem firmy. Los zwierząt nie jest Pani obojętny…
Rzeczywiście, opieka nad zwierzętami to dla mnie nie tylko kwestia zawodowa, lecz również osobista. W moim domu znalazło schronienie wiele zwierząt, w tym dwa konie, które stały się ważną częścią życia kancelarii.

Bohemian Rhapsody (fot. archiwum prywatne)
Pierwszym z nich jest Bohemian Rhapsody – imię jest hołdem dla zespołu Queen, którego twórczość bardzo cenię. Koń został zakupiony do sportu najwyższej klasy jako czterolatek, jednak już po miesiącu doszło do poważnego urazu: uszkodzenia mięśnia międzykostnego w obu kończynach. Konieczna była długa rehabilitacja i – ze względu na wysokie ryzyko nawrotu kontuzji – wycofanie go ze sportu. Właściciel przekazał konia naszej kancelarii. Zastosowaliśmy pełną terapię: zabiegi, masaże, kontrolę weterynaryjną, a ostatecznie najlepiej zadziałał „doktor czas”. Dziś Bohemian Rhapsody nie wróci już do skoków, ale porusza się swobodnie na płaskim i wiedzie spokojne, bezpieczne życie.
Drugim koniem, którym się zaopiekowałam, jest Kazus – potomek legendarnego ogiera Kannana, jednego z najwybitniejszych koni skokowych na świecie. Niestety Kazus miał pękniętą kość w prawej, przedniej kończynie – wadę poważną i zatajono ją przed nabywcą. Właściciel, mimo że mógł go odzyskać, nie chciał przyjąć zwierzęcia z powrotem. Historia jego przejęcia była dosłownie wyścigiem z czasem, ponieważ zapadła decyzja o planowanym uśpieniu konia.

Kazus został uratowany w ostatniej chwili (fot. Cecylia Łęszczak)
Pamiętam, że kiedy przyjechałam po Kazusa, wszedł do przyczepy bez chwili wahania – jakby wiedział, że jest bezpieczny, choć widział mnie pierwszy raz. Trafił pod naszą opiekę, przeszedł operację i ma dziś dwie śruby w stawie. Nie jest idealny w ruchu, ale jako koń do spokojnych wyjazdów w teren – w stępie, kłusie i rekreacyjnym galopie – znajduje pełnię komfortu. Te doświadczenia pokazują, że w LexTrade nie tylko reprezentujemy klientów w sprawach związanych z końmi – my naprawdę rozumiemy te zwierzęta i ich los traktujemy z należytą powagą.
Zaangażowała się Pani w działalność charytatywną?
Wiem, że nie zbawimy całego świata, ale możemy pomóc choć niektórym zwierzętom. Współpracujemy z fundacją, która ratuje kociaki, jesteśmy także wirtualnym opiekunem owczarka w schronisku. Chciałabym zabrać Ramzesa do siebie, ale mamy już cztery koty i psa, więc brakuje obecnie przestrzeni. Jeden z kociaków nazywa się Freddie Mercury, bo został znaleziony w dzień urodzin piosenkarza. Pozostałe noszą imiona kotów lidera Queen. Jestem zwierzolubem. Ich los nigdy nie jest dla mnie obojętny. Cieszę się, że podejście do zwierząt się zmienia. Dobrostan koni jest coraz bardziej brany pod uwagę w świecie jeździeckim. Traktuje się zwierzę jako partnera, a nie tylko narzędzie do zarabiania pieniędzy. Wiążą się z tym kwestie emocjonalne. Jak ktoś już kupi konia i jest z nim, powiedzmy pół roku, ciężko się z nim rozstać. To są trudne decyzje, kiedy ujawniają się wady i teoretycznie należałoby właściwie zwierzę oddać sprzedawcy. Sprawom, które prowadzimy, często towarzyszą duże emocje.
LexTrade została ambasadorem marki Winderen. Dlaczego wybrała Pani współpracę z tym producentem sprzętu jeździeckiego?

fot. archiwum prywatne
To firma, która produkuje niesamowite rzeczy pod kątem komfortu koni. Poznałam Winderen przy okazji korzystania z wędzideł żelowych. Są one delikatniejsze dla pyszczka konia. Firma stosuje innowacyjne rozwiązania przy wędzidłach, które można zamieniać, łączyć boki, swobodnie dobierać ścięgierz. Specjalizuje się w czaprakach, popręgach – akcesoriach zaprojektowanych z myślą o budowie anatomicznej konia. Chciałam podjąć współpracę z firmą, której sprzętu używam na co dzień. Winderen to także produkty wygodne dla jeźdźca, jak chociażby kurtki, które są bardzo komfortowe. W końcu w trakcie jazdy pracuje całe nasze ciało i różne mięśnie. Zapytaliśmy, czy jako kancelaria możemy zostać ambasadorem Winderen, szybko otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź. Cieszę się, że możemy współpracować z firmą, która komfort zwierząt stawia na pierwszym miejscu.
ARTYKUŁ SPONSOROWANY


Agnieszka Szczepańska (fot. Kancelaria Prawna LexTrade)
AGNIESZKA SZCZEPAŃSKA – magister prawa, prawniczka Kancelarii Prawnej Lex Trade. Specjalizuje się w zamówieniach publicznych oraz w prawie związanym z zakupem i sprzedażą koni, łącząc wiedzę prawniczą z praktycznym doświadczeniem w branży jeździeckiej. Absolwentka jednolitych studiów prawniczych na Uniwersytecie WSB Merito. Od wielu lat wspiera klientów instytucjonalnych i indywidualnych w przygotowywaniu, prowadzeniu postępowań, tworzeniu dokumentacji prawnej oraz interpretacji przepisów prawa gospodarczego, a także finansów publicznych. Prowadzi szkolenia, warsztaty i webinary. Dzieli się praktycznym podejściem do prawa i doświadczeniem zdobytym w pracy z rynkiem publicznym oraz prywatnym. Jest miłośniczką zwierząt, aktywnie zaangażowaną w działalność charytatywną na rzecz zwierząt oraz osób potrzebujących. W swojej pracy kieruje się empatią, rzetelnością i indywidualnym podejściem do klienta, dążąc do zapewnienia skutecznej oraz odpowiedzialnej pomocy prawnej.
