Strona główna » Nie przeciągać struny w biznesie. Gdy stroiciel zakłada firmę

Nie przeciągać struny w biznesie. Gdy stroiciel zakłada firmę

przez Pawel

Ray Charles, Tomasz Stańko, Leszek Możdżer to tylko niektóre postaci świata wielkiej muzyki, z którymi współpracował Paweł Orkowski. Profesjonalny stroiciel fortepianów i pianin – w rozmowie z Michałem Szymańskim – przybliża nam sekrety wyjątkowej branży, gdzie dobry słuch muzyczny i praktyka to podstawa, a wykonaną pracę słychać na niejednej dużej scenie.

Strojenie fortepianów i pianin to szczególna usługa. Co możemy o niej powiedzieć?

Patrząc z historycznego punktu widzenia, przed skonstruowaniem fortepianu i pianina, grano na klawesynach. Dominowały wówczas inne stroje. Klawesyniści sami sobie dostrajali instrumenty. Jeśli chcieli zagrać utwór w innej tonacji, za każdym razem musieli przestrajać klawesyn. To było dosyć trudne. Od przełomu XVII i XVIII wieku, gdy zbudowano pierwsze fortepiany i pianina powstał zawód wykwalifikowanego stroiciela. Chodziło o to, żeby tak nastroić fortepian, by można było na nim zagrać utwory we wszystkich tonacjach. Jest to strój równomiernie temperowany, który przypisuje się Janowi Sebastianowi Bachowi. Z upływem czasu powstawały różne szkoły strojenia. Oczywiście na Zachodzie było tak, że zawsze stroiciele pracowali przy dobrych fabrykach instrumentów. Tam uczyli się zawodu. W Polsce było podobnie. W latach komunistycznych powstało Technikum Budowy Fortepianów w Kaliszu przy fabryce „Calisia”. Program obejmował wszystkie przedmioty i zawodowe praktyki. To była jedyna szkoła w tej części świata, która skupiała ludzi z rożnych państw komunistycznych.

Szkoły strojenia powstawały przy fabrykach instrumentów

I właśnie tej szkoły jest Pan absolwentem?

Naukę w technikum zacząłem w 1980 roku. Od tego czasu jestem stroicielem. Po ukończeniu szkoły odbyłem jeszcze służbę wojskową. W 1987 roku wyjechałem z rodzinnego Kalisza do Warszawy. Dostałem pracę na prestiżowej uczelni, bo w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina, na tamte czasy była to najlepsza szkoła o tym profilu w Polsce. Na etacie pracowałem w akademii ponad dziesięć lat. W międzyczasie współpracowałem ze Szkołą Muzyczną im. Fryderyka Chopina przy ulicy Bednarskiej. Później jako stroiciel dostałem pracę w Teatrze Wielkim. Zarobki były dosyć mierne. To jednak budżetówka – bardzo mało dawała zarobić. Jeszcze przed upadkiem komunizmu, gdy było już to dozwolone, założyłem jednocześnie własną firmę, specjalizującą się w strojeniu fortepianów i pianin. Tak powoli rynek sobie rozbudowywałem i poszerzałem wiedzę. Skończyłem kilka kursów, choć tak naprawdę regulacji nauczyłem się w Akademii Muzycznej od starych fachowców, którzy remontowali dawniej instrumenty. Mieliśmy wielką pracownię. W Akademii Muzycznej można było nabrać naprawdę dużej praktyki, bo tam stroiło się codziennie po dwa, a nawet trzy instrumenty. Zresztą praktyka w tym zawodzie jest najważniejsza, im więcej się stroi i pracuje, tym nabiera większego doświadczenia.

Pracował Pan dla wielkich postaci świata muzyki. Kto najbardziej utrwalił się w pamięci?

Gdy pracowałem w Teatrze Wielkim, odbywał się koncert, na którym wystąpił Ray Charles. Stroiłem mu fortepian. Oczywiście współpracuję z Leszkiem Możdżerem, to bardzo dobry pianista jazzowy. Gdy nagrywał płytę w Belgii, pojechałem razem z nim. Jestem na płycie wymieniony jako stroiciel fortepianu. Stroję dla wielu ludzi, którzy zawodowo zajmują się graniem. Pracuję na przykład dla Pawła Kowalskiego, bardzo dobrego i znanego pianisty. Miałem też wyjątkowego klienta, ale już niestety nie żyje. Tomasz Stańko. Co prawda był znany jako trębacz, ale miał różne instrumenty w domu. Od czasu do czasu przyjeżdżałem do niego. Posiadał piękne pianino Bösendorfer, bardzo fajny instrument.

Najlepsi stroiciele pracują w cieniu wielkiej sceny

Kto obecnie, głównie zleca Panu strojenia?

Z Teatrem Narodowym współpracuję już 20 lat. Można powiedzieć, że jestem już tam stałym stroicielem. Nie na etacie, ale teraz mają bardzo dużo przedstawień, gdzie gra fortepian czy pianino. Po zakończeniu współpracy z Akademią Muzyczną od kilku lat rozwijam własną firmę. Działam prywatnie, współpracuję z instytucjami muzycznymi i indywidualnymi klientami. Od 1989 roku przewinęło się ich wielu. Zadowoleni polecają mnie dalej. Tak działa ten rynek. Wcześniej nigdy nie posiadałem strony internetowej, ani żadnego ogłoszenia w prasie.

Czy ktoś był niezadowolony z Pana pracy?

Na szczęście nie miałem niezadowolonych klientów prywatnych. W Teatrze Wielkim był taki pianista, który pracował z orkiestrą. Zawsze chodził niezadowolony, ale było to wynikiem jego charakteru, a nie mojego strojenia. W tym zawodzie jest ważne, żeby każdą pracę przy fortepianie czy pianinie, robić lepiej, niż się wykonywało do tej pory. Tak moim zdaniem zdobywa się perfekcję. Nie można powiedzieć, że już się stroi idealnie. Ja po tylu latach cały czas się uczę. Miałem kiedyś bardzo śmieszny przykład i dowód, że cały czas trzeba się rozwijać. Na początku swojej kariery pracowałem dla klienta, toczyły się wtedy nabory do Akademii Muzycznej. Musiałem wymienić zgrane młotki. To chyba była moja pierwsza albo druga wymiana w życiu, ale należało się uczyć. Zrobiłem to tak jak umiałem i zapomniałem o tym kliencie. Po kilku latach on do mnie dzwoni: „Panie Pawle proszę przyjechać i nastroić”. Przyjeżdżam, otwieram ten instrument i mówię: „O Boże! A kto Panu te młotki wklejał?” Klient dopiero przypomniał mi, że to byłem ja. Wtedy zobaczyłem dopiero, ile błędów zrobiłem. Dzięki nauce i praktyce, po latach byłem w stanie bez problemu dostrzec swoje niedociągnięcia.

Praca z instrumentami to ciągłe doskonalenie umiejętności

Czym się różni strojenie pianin od strojenia fortepianów?

Technika jest identyczna. Kołki, struny i dźwięcznica. To praktycznie takie same instrumenty, z tą różnicą, że pianina są pionowe, fortepiany poziome. Ze względu na rozmiary fortepianów używa się zazwyczaj na koncertach. Nie każdego stać na fortepian nie tylko ze względu na koszty, ale też na miejsce, w którym żyje, bo większość ludzi mieszka w blokach. Fortepian jest potrzebny przede wszystkim dla pianistów. Ktoś kto się uczy, tak jak dzieci, to pianinko wystarczy.

Czy nie ma różnicy pomiędzy instrumentami z lat dziewięćdziesiątych i tymi skonstruowanymi współcześnie?

Jeśli chodzi o budowę fortepianu, to od 1900 roku tak naprawdę mechanika się nie zmieniła. Wcześniej były pianina i fortepiany jedno-repetycyjne. Od czasu, gdy wymyślono mechanikę podwójnej repetycji w fortepianie, okazało się, że skonstruowano coś tak doskonałego, iż nie ma już co poprawiać. Oczywiście wykorzystuje się różne materiały. Poszczególne elementy mechaniki są z plastiku, ale jednak wszystkie liczące się fabryki fortepianów i pianin odchodzą w ogóle od tego materiału. Ciągle liczy się drewno.

A czym jest podwójna repetycja w porównaniu z pojedynczą?

Chodziło o to, żeby można było zagrać szybko jeden dźwięk. Dawniej te wszystkie mechaniki były jedno-repetycyjne, czyli jak się uderzało o klawisz, żeby zrobić to po raz drugi, trzeba było go puścić. Następnie uderzyć jeszcze raz. Fryderyk Chopin grał jeszcze na instrumentach jedno-repetycyjnych, Ferenc Liszt także, mimo wszystko to byli wirtuozi, więc dawali sobie radę. Wymyślono jeszcze jedną dźwignię. To jest bardzo skomplikowane, bo żeby uderzyć drugi raz we współczesnych instrumentach, to nie potrzeba puszczać klawisza. Wystarczy go delikatnie odpuścić i wtedy jest taka jeszcze jedna dźwignia zamontowana, która powoduje, że młotek zostaje dwa do trzech milimetrów od struny. Nie wraca po uderzeniu od razu pod strunę. Faktycznie na jednym dźwięku można uzyskać efekt bardzo szybkiego grania.

Zmiany konstrukcyjne umożliwiły szybsze granie na instrumentach

Jaki jest średni czas strojenia pianin i fortepianów?

Zależy od umiejętności stroiciela i stopnia roztrojenia. Gdy instrument jest strojony raz na pół roku, czy rok, stoi w dobrych warunkach i się nie rozstraja bardzo, to wtedy można tylko w kamertonie go podstroić. Niektórzy stroją od dwóch do czterech godzin, to zależy od umiejętności. Ja przeważnie pracuję około półtorej godziny. Jak instrument jest rozstrojony pół tonu niżej, to trzeba go nastroić co najmniej dwu albo trzykrotnie, ponieważ te struny są troszeczkę opuszczone. Należy je kilka razy naciągnąć, żeby stanęły do odpowiedniej wysokości.

Na czym polega strojenie do kamertonu? Czy jest jeszcze jakieś narzędzie, do którego się stroi?

Profesjonalnemu stroicielowi wystarczy używanie tylko kamertonu, który wydaje dźwięk o częstotliwości 440 Hz, ewentualnie 442 czy 443 Hz, bo tak stroi się bösendorfery. Fortepiany tego typu mają własny kamerton. Jest obecnie dużo innych urządzeń, które same stroją. Są podłączane z głośniczkami w różnych miejscach pianina czy fortepianu. Strzałka się wychyla, jak jest na zero to znaczy, że w porządku. Niektórzy stroiciele tego używają. Uważam jednak, że każdy instrument jest inny. Elektroniczny sprzęt nie jest w stanie idealnie nastroić. Nie zmienia to faktu, że idę z duchem czasu. Używam kamertonu w wersji elektronicznej. Mam w telefonie urządzenie, które mi podaje wysokość. Stroję jeden dźwięk i od niego już resztę „na ucho”.

Gdy kupujemy nowe pianino, wymaga ono strojenia?

Ono jest zazwyczaj strojone kilkukrotnie już w fabryce. U nas sklepy muzyczne nie mają stroicieli na etacie, ale instrument już jest nastrojony do wspomnianego kamertonu, czyli na 440 Hz. Taki obowiązuje obecnie standardowy strój. Jak ktoś kupuje nowe pianino, wiadomo, musi przetransportować je do domu. Trzeba odczekać, bo to jest jednak instrument drewniany, więc musi mieć czas na aklimatyzację w miejscu, w którym będzie stał docelowo. Dopiero po tygodniu, może dwóch, można go nastroić i będzie już wtedy trzymał, w zależności od tego, jak dużo ktoś gra na instrumencie. Pół roku powinien wytrzymać. Są jednak pianiści, u których muszę stroić co miesiąc, ponieważ grają po osiem godzin dziennie. Przed każdym koncertem, mimo że może odbywać się codziennie, w każdej sali koncertowej trzeba nastroić instrument.

Dobry słuch muzyczny to w tej profesji podstawa

Czy trafił się taki egzemplarz, którego nie dało się nastroić?

Wszystko można nastroić. Pozostaje tylko kwestia, jak to strojenie będzie słyszane, odbierane. Są instrumenty, niestety trochę gorzej wykonane i nawet jak się nastroi, to one mają swoje własne przydźwięki. Idealnie można nastroić nowy instrument. Po pewnym czasie struny się wyciągają i mają swoje własne dudnienia. Strojenie polega na ich wyeliminowaniu. Większość dźwięków w fortepianie składa się z trzech strun. Młotek uderza w trzy naraz i one wydają jeden dźwięk. Należy tak zestroić struny, żeby nie było tak zwanych wibracji. Trzeba mieć dobry słuch, przede wszystkim muzyczny.

Czyli kluczowe są indywidualne predyspozycje…

Nie każdy może zostać stroicielem. To musi być fachowiec, który przede wszystkim ma bardzo dobre ucho. Kiedyś robiliśmy sobie badania w Akademii Muzycznej. Podczas takiego testu wchodzi się do dźwiękoszczelnej kabiny, zakłada słuchawki, są emitowane odpowiednie wysokości dźwięków. Trzeba nacisnąć guzik wtedy, kiedy się to słyszało. Po takim badaniu okazało się, że mam najlepszy słuch wśród wszystkich testowanych stroicieli, czyli posiadam największą jakby rozpiętość słyszalności herców. Słyszę dźwięki zarówno bardzo wysokie jak i niskie. Wstrzeliłem się w ten zawód idealnie.

Również Cię zainteresuje