– Kiedy w rozmowie pytam kobietę, o jakiej profesji marzy, zazwyczaj nie jest w stanie wymienić swoich kompetencji, które miałyby pomóc jej w zmianie branży. Często spotykam się z kompletnym brakiem wiary w siebie i stwierdzeniem: „ja to chyba nic nie umiem”. Tymczasem wystarczy poznać siebie – podkreśla Aneta Pawlarczyk-Świtoń, która coachingowo doradza kobietom w procesie zawodowej przemiany. Jak zaznacza w rozmowie z portalem „Biznes z klasą”, warto otaczać się wspierającymi osobami.
Syndrom wypalenia zawodowego, dyskomfort z przebywania w miejscu, w którym zawodowo się znaleźliśmy. Jaki pierwszy krok możemy zrobić, jeśli czujemy, że utknęliśmy w życiu?
Trzeba się zastanowić, po co w ogóle chodzę do pracy. Czy to są warunki finansowe, które pozwalają mi komfortowo żyć? Praca jest moją pasją? Czy sprawia mi radość? Spełniam się w tym miejscu? Mogę się w nim rozwijać? To są pytania, które trzeba sobie postawić na początku. W pracy spędzamy mnóstwo czasu, więc atmosfera jest naprawdę ważna. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie: „co chcesz z tym zrobić?”. Wydaje się banalne, ale odpowiedź bywa trudna, zwłaszcza dla osób, które weszły w tryb rodzinny i miały bardzo dużo na głowie. Zabrakło czasu na przeanalizowanie pewnych spraw. Czasem barierą okazały się pieniądze, których nie udało się zdobyć na dokształcanie się. Zwykle sugeruję kobietom w rozmowach, żeby wyobraziły sobie magiczną różdżkę, którą można zmienić wszystko. To fajne narzędzie pozwalające odciąć się od schematów, w jakich żyjemy. Gdy przełamiemy te wewnętrzne i zewnętrzne bariery, okazuje się, że gdzieś głęboko wiemy, kim chcemy być oraz co chcemy robić. W dzisiejszych czasach na pewno można zrobić dla siebie wiele.
Materiały o życiowym kryzysie regularnie powracają w mediach. Jakie są symptomy, że zmierzamy w złym kierunku?
Zwykle to organizm wysyła nam sygnały, że coś powinnyśmy ze sobą zrobić. Po prostu nie daje rady. Na przykład w niedzielę czujemy bardzo duży stres na myśl o tym, że w poniedziałek trzeba pójść do pracy. W piątek jesteśmy tak zmęczone, że myślimy, żeby wejść pod koc i nie wychodzić spod niego przez cały weekend. Na swojej drodze coachingowej spotkałam kobiety, które pod wpływem stresu cierpiały na migreny, czasem nawet wymiotowały, gdy zbliżał się moment pójścia do pracy. Kiedy z naszym organizmem dzieją się niepokojące rzeczy, to jest moment, kiedy powinnyśmy jak najszybciej reagować.

Aneta Pawlarczyk-Świtoń (fot. archiwum prywatne)
Najczęściej nasz strach przed zmianą powoduje, że zwlekamy z podjęciem działań, okłamujemy się. Powiedziałabym, że warunki finansowe są gdzieś na końcu, jeśli chodzi o wypalenie zawodowe. Najczęściej pracujemy, bo musimy zarabiać. Kwestie ekonomiczne rządzą się własnymi prawami. Pytanie tylko, czy argument pieniędzy jest na tyle ważny, żeby zostawić samą siebie. Porzucić poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, swoją życiową misję. Czy warto dla lepszych pieniędzy pozostawić wartości, dzięki którym dobrze czujemy się w miejscu zatrudnienia? Przy przeciążeniu się w pracy, organizm w końcu powie „stop”.
Zmiany w życiu zawodowym to często prawdziwa rewolucja. Wchodzimy w odmienne otoczenie, poznajemy nowych współpracowników. Przy latach spędzonych wcześniej w jednym miejscu, często pojawia się duży stres. Co możemy zrobić, żeby go oswoić?
Przygotowujmy się do zmiany już w momencie, kiedy pojawiła się świadomość, że coś w naszym otoczeniu nie gra. Niech wszystko odbywa się krok po kroku. Przygotowujmy się przede wszystkim finansowo. To stres związany z brakiem bezpieczeństwa ekonomicznego jest jednym z kluczowych. Wzmacniajmy się rozwojowo. Zwiększajmy swoje kompetencje poprzez kursy i zdobywanie certyfikatów. Rozglądajmy się za ludźmi, którzy mogliby nam pomóc odnaleźć się w nowej branży. Jeśli opracujemy plan działania, zmiana nie będzie generować aż tak dużego stresu. Będzie bardziej delikatnie i z rozsądkiem. Najlepiej nie doprowadzić do sytuacji, kiedy zmiana jest gwałtowna, ale niestety często okoliczności doprowadzają do trzęsienia ziemi w życiu.

Proces zmiany pracy, czy nawet całej profesji, powinien być dobrze zaplanowany (fot. stock.adobe.com)
Czasem nasza współpraca z obecnym pracodawcą od dawna układa się niedobrze i to sam szef wręcza wypowiedzenie. Nie hamujmy wtedy emocji. Warto znaleźć wtedy kogoś, kto nas wysłucha i wesprze. Emocje są naturalne, nawet jeśli w zaciszu domowym sobie popłaczemy. Trudną sytuację trzeba przeżyć, pozwólmy sobie na tę chwilę słabości. Dajmy czas na zastanowienie się, co będziemy dalej robić. Paradoksalnie nasze odejście może być błogosławieństwem, bo same nie podjęłybyśmy decyzji, choć czułyśmy się w tym miejscu bardzo źle.
Zakończeniem procesu życiowej zmiany jest osiągnięcie celu. Czy narzucać sobie sztywne terminy realizacji naszych planów w ramach utrzymania wysokiego poziomu motywacji?
Wszystko zależy od temperamentu i osobowości. Osobiście lubię wyznaczać określone cele w konkretnej perspektywie czasowej. Warto stworzyć sobie spisaną listę celów długofalowych i tych niewielkich, krótkoterminowych, ale w jakimś wymiarze również dla nas ważnych.

W rozmowach często okazuje się, że kobiety nie wierzą w swoje możliwości (fot. archiwum prywatne)
Bierzmy jednak pod uwagę nasze możliwości. Jeśli osobistym celem jest schudnięcie, nie narzucajmy sobie tempa dwudziestu kilogramów miesięcznie. Gdy myślimy o nowej pracy, określmy sobie perspektywę roczną jako realną, która da nam czas na doszkalanie się.
Jak reagować, kiedy w naszym otoczeniu są osoby, które regularnie zniechęcają nas do zmian, a przecież odczuwamy głęboką potrzebę ruszenia naprzód?
Wprowadzając jakąkolwiek zmianę w naszym życiu, musimy liczyć się z tym, że możemy stracić naszych znajomych. Zmieniają się kręgi zainteresowań. Gdy pracuję z kobietami, powtarzam, że muszą być na to otwarte. Zmiana weryfikuje nasze relacje zarówno w otoczeniu, jak i z samą sobą. Czasem tracimy nawet ludzi, których uważaliśmy za prawdziwych przyjaciół. Strata może jednak w całokształcie wyjść nam na dobre. Najczęściej sabotują nas osoby, które nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić. To brzmi trochę brutalnie, ale tak to wygląda. Ludzie nie lubią, gdy widzą, że ktoś chce zmian. Wyjaśnię, żeby to było jasne na przykładzie.

Warto blisko przyjrzeć się swoim nieodkrytym talentom (fot. stock adobe.com)
Pani X pracuje w jednym miejscu dwadzieścia lat i nienawidzi tego zajęcia. Tkwi jednak w jednym miejscu. Jej koleżanka zza biurka przepracowała dziesięć lat i poczuła, że dojrzała do zmiany. Pani X sugeruje, że to zły pomysł i ją zniechęca. Przekonuje, że wszędzie jest tak samo. Ze zmianą bywa różnie. Raz jest różowo, czujemy się świetnie i wierzymy, że to było dobre posunięcie. Są też momenty, kiedy zamyka się pod kocem i płacze, bo zachciało się czegoś innego. Trzeba przetrwać wszystko. Oczywiście będą kryzysy i momenty zwątpienia – wynikające choćby z krytyki ze strony wspomnianych koleżanek. Najlepiej jednak otaczać się ludźmi, którzy rozumieją naszą potrzebę zmiany i są wspierający. Nie ma nic cenniejszego.
Za sukcesem zawodowym przychodzą większe pieniądze. Doradzasz w kwestiach zarządzania domowym budżetem. Zdarza się, że osoby, które wskoczyły na wyższą półkę finansową, kończą często miesiąc z wyczyszczonym kontem albo i długami. Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedź jest prosta – nie umiemy zarządzać finansami. Nie nauczyliśmy się tego w szkole. Możemy zarabiać miliony, ale bez tej umiejętności – prędzej czy później – skończymy z zerem na koncie. Dużo tkwi w naszej mentalności. Warto oszczędzać i tworzyć tzw. poduszkę finansową, nawet jeśli na początku nie są to duże kwoty. Wbrew pozorom osoby zmuszone do skromnego trybu życia, zazwyczaj lepiej zarządzają domowym budżetem.

Umiejętne zarządzanie domowym budżetem to podstawa (fot. archiwum prywatne)
Razem z rosnącą wypłatą zmienia się nasz styl życia. Na przykład częściej bywamy w restauracjach i kawiarniach. Pieniądze rozchodzą się szybko, dlatego warto wynotować sobie, na co wydajemy gotówkę w skali miesiąca. To szczególnie pomocne dla osób, które nie zarabiają stałej kwoty, lecz budżet opierają o wpływy z różnych umów i w nieuregulowanym rytmie. Planując domowe wydatki, zastanówmy się, na jakie małe przyjemności możemy sobie pozwolić, a z których na tym etapie lepiej zrezygnować. Nie odmawiajmy sobie wszystkiego, tylko w rozsądnych ilościach dawkujmy sobie to, co sprawia nam satysfakcję.
ARTYKUŁ PARTNERSKI

