– Doszedłem do wniosku, że artystą już nie będę. Sytuacja w Polsce zmieniała się, a ja musiałem zarabiać na dom. Stąd wzięły się pomysły na prowadzenie własnej działalności gospodarczej – wspomina Maciej Raczkowski. Dziś jest współwłaścicielem Fabryki Zabawek Pluszowych Kolor Plusz. Na co dzień współpracuje z koncernami, ale pasja do muzyki przetrwała. Artystycznie realizuje się po godzinach. Piosenka Raczkowskiego, „Bo, kocham las”, spotkała się z ciepłym przyjęciem w radiu i sieci. W listopadzie ukaże się płyta „Bo”. Zapraszamy na drugą część rozmowy!
O prowadzeniu własnego biznesu niektórzy mówią, że to wyzwanie dla ludzi charakternych. Trzeba być odpornym na przeciwności. Wejście w poezję śpiewaną to dla Pana odskocznia, próba znalezienia równowagi?
Już jako nastolatek miałem gitarę u boku. Jak to w szkole bywa, trzeba było uczyć się wierszy, by zadeklamować utwory na lekcji. Z muzyką wchodziły mi łatwiej do głowy. W pewnym momencie zorientowałem się, że wychodzą fajne kompozycje. Z czasem zacząłem tworzyć wiersze, gdzie opisywałem swoje zmartwienia i radości. Czułem, że muszę to robić. Z kolejnymi latami pisałem o swojej żonie, miłości do rodziny i codziennych trudach. Poruszałem wątki związane z otaczającym światem – sytuacją polityczną, gospodarczą, społeczną. Wiersze trafiały do szuflady. Doszedłem do wniosku, że artystą już nie będę. Sytuacja w Polsce zmieniała się, a ja musiałem zarabiać na dom. Odszedłem z fabryki mebli, w której pracowałem, bo nie byłem w stanie utrzymać za te pieniądze rodziny. Stąd wzięły się pomysły na prowadzenie własnej działalności gospodarczej. To po prostu była walka o życie. Jednocześnie absolutnie nie żałuję obranej ścieżki.
Jeśli ktoś myśli o założeniu własnej działalności gospodarczej, mogę doradzić, że trzeba się sprawdzić. Warto być wytrwałym. Niech się ludzie śmieją, ale powinieneś marzyć. Nie można życia biznesowego i rodzinnego zostawić bez celu. Jest szczególna cecha charakteru, którą warto mieć. To pokora. Często jej brak u młodych ludzi, którzy myślą, że w biznesie już złapali przysłowiowego Pana Boga za nogi. Jeśli zrealizowałeś dziś dobry kontrakt, nie znaczy, że za pół roku będziesz mieć taki sam. Jednocześnie powinieneś znaleźć odpowiednie proporcje i poświęcić czas rodzinie. Jeśli masz wsparcie w najbliższych, jakikolwiek nie byłby biznes, który prowadzisz, dasz sobie radę. Na pewno całokształt doświadczeń doprowadził mnie do punktu, w którym jestem, co przełożyło się jednocześnie na muzykę.
Kto inspiruje Pana najbardziej, jeśli chodzi o teksty? Który z polskich artystów jest najbliższy Maćkowi Raczkowskiemu?
Jeśli chodzi o współczesnych twórców tekstów, przemawia do mnie Kazik Staszewski. Gdy słucham jego utworów, mam przed sobą historię. Odnoszę wrażenie, że słucham człowieka, który wyraża, to co czuje i myśli. Diabelnie trafnie opisuje otaczającą nas rzeczywistość, a wszystkiemu towarzyszy świetna muzyka. Wśród twórców starszego pokolenia znakomity był Wojciech Młynarski. Gdy piszę teksty, absolutnie nie inspiruję się dorobkiem innych. Oczywiście chylę czoła przed artystami, których twórczość do mnie przemawia. Sukcesem jest trafiać do odbiorców, pokazywać im inną perspektywę, czegoś uczyć.
Jeśli chodzi o inspiracje, kierowałem się dźwiękiem. Na pewno wpływała na mnie muzyka zespołu Breakout. Gdy byłem młodym chłopakiem, te dźwięki były mi bliskie. Słuchało się Black Sabbath, Led Zeppelin, Deep Purple czy Budgie. Występowała wówczas bariera językowa – w tamtych czasach nie uczyliśmy się angielskiego. Muzykę czuło się jednak intuicyjnie. Dziś inspiracja przychodzi z różnych stron. Wyjeżdżam często do Hiszpanii. Muzyka, która mnie tam otacza, nie ma praktycznie nic wspólnego z polską kulturą, zarówno pod względem śpiewu, instrumentariów, jak i tempa. Na mojej płycie ukaże się piosenka „Tańcz!”. Myślę, że zaskoczy odbiorców, podobnie jak inne utwory z tego albumu. Będzie rockowo, bluesowo, romantycznie i niekoniecznie w atmosferze piosenek dziś puszczanych w radiu. Nie zamierzam tworzyć hitów, opierać swojej muzyki na szybkim tempie. Mam wrażenie, że jest obecnie wielu ludzi, których interesuje tylko rytm. Może to kwestia pokoleniowa? Mnie zależy bardziej, żeby odbiorca zrozumiał, o czym jest ta piosenka.
Sanah sięgnęła po teksty poetów. Dziś wypełnia stadiony i odniosła ogromny, komercyjny sukces. Jest Kwiat Jabłoni z bardzo liryczną otoczką. Zaskoczyło Pana, że tyle młodych osób otworzyło się na poezję?
Oczywiście podobają mi się teksty zapożyczone od poetów. Gdy usłyszałem „Nic dwa razy” wykonaniu Sanah na podstawie wiersza Wisławy Szymborskiej, byłem miło zaskoczony. Wyszło naprawdę bardzo dobrze. Mam wrażenie, że Kwiat Jabłoni jest zupełnie inny. Jestem zdumiony ich muzykalnością. Sanah i Kwiat Jabłoni zapiszą się w historii muzyki polskiej.

Okładka singla Maćka Raczkowskiego (fot. materiały prasowe)
Mamy bardzo uzdolnionych młodych artystów, tylko nie wszyscy są w stanie się przebić. Dziwię się, że tak niewielu Polaków śpiewa po angielsku. Oczywiście nie mam pretensji, że wykonują utwory w ojczystym języku. Moim zdaniem niejednemu naszemu artyście otworzyłoby to po prostu możliwości kariery międzynarodowej. Mamy znanych na całym świecie muzyków metalowych i jazzmanów. Dlaczego nie moglibyśmy mieć własnej gwiazdy muzyki pop, rozpoznawalnej globalnie?
W październiku wydana zostanie płyta Maćka Raczkowskiego z Michałem Sołtanem, który stał się dobrym duchem i wsparciem dla Pana na muzycznej drodze. Jak prowadząc biznes, znaleźć czas na trasę koncertową?
Nie mam marzeń artystycznych. Jeśli chodzi o kreatywność biznesową, jestem usatysfakcjonowany. Ja już zrealizowałem marzenie, żeby coś po sobie zostawić. Myślę, że to zaleta, bo nic nie muszę. Nie mam celu finansowego, typowo marketingowego. Chciałem po prostu wydać piosenki, które śpiewałem z gitarą akustyczną w mniejszym gronie znajomych i rodziny. Podarować im płytę. Nie mam założenia, że zrobię trasę koncertową. Nie wiem, czy jestem przygotowany pod względem mentalnym. Gdyby ktoś mnie zaprosił do zagrania koncertu, musiałbym się zastanowić. Moje zaangażowanie w drogę związaną z muzyką traktuję wieloetapowo.

Michał Sołtan został artystycznym partnerem Macieja Raczkowskiego (fot. Soltan Art Group)
Tworząc z Michałem Sołtanem, mamy komfort pracy. Jest pomiędzy nami duża różnica wiekowa. Michał pod względem muzycznym ma wszystko. Ze znajomością instrumentarium jest artystą kompletnym. Przy nim czuję się jak mróweczka, która: słucha, uczy się, dzieli się swoim wyobrażeniem na temat tworzonej muzyki. Nie każdy ma możliwość poznania takiego artysty i skorzystania z jego wsparcia. Razem się uzupełniamy.
ROZMAWIAŁ
PAWEŁ LEWANDOWSKI | redakcja@bizneszklasa.pl
PRZECZYTAJ PIERWSZĄ CZĘŚĆ ROZMOWY Z MACIEJEM RACZKOWSKIM
Druga młodość Misia Uszatka, czyli pluszowy biznes w Koszalinie

