Strona główna » A może self-publishing? „Są autorzy, którzy nie chcą współpracować z wydawnictwami”

A może self-publishing? „Są autorzy, którzy nie chcą współpracować z wydawnictwami”

przez Pawel
druk książek, drukarnia katalogi

– Kiedyś osoba z branży książek edukacyjnych doradziła mi, żeby spróbować wejść w self-publishing. Są autorzy, którzy nie chcą współpracować z wydawnictwami i działają na własną rękę. Nie zamierzają dzielić się niekorzystnie tantiemami. Często planują nieduży nakład, ale jednocześnie chcieliby, żeby książka była estetyczna i dopracowana wizualnie. Jesteśmy firmą, która podpowie, jak wydać własną książkę bez pośredników – podkreśla Krzysztof Garbino w rozmowie z portalem „Biznes z klasą”. Właściciel firmy Garbino z Nidzicy opowiada nam, jak mała drukarnia może odnaleźć się na trudnym rynku i otworzyć na świat.

Jak znalazł się Pan w branży związanej z drukiem?

Jestem absolwentem Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Pracowałem na statkach wyposażonych w zdalnie sterowane roboty. Urządzenia te pływają na przykład wzdłuż rurociągu lub platformy wiertniczej. Ze statkiem są połączone kablem. Będąc członkiem załogi, musiałem to wszystko zabezpieczać. Ciekawa praca. Zarabiałem dobrą kasę, ale młoda żona tęskniła. Nie była w stanie wytrzymać, że przebywałem tyle poza domem. Chciała, żebym był na miejscu. Czymś musiałem się zająć w kraju. Jestem z zawodu inżynierem elektrykiem. W roku 1999 nie było łatwo znaleźć pracy w zawodzie. Decyzja o wejściu w biznes związany z drukiem była przypadkiem.

drukarnia nidzica

Pan Krzysztof w branży poligraficznej działa od dekad (fot. archiwum prywatne)

Pojawiła się okazja kupienia drukarni garażowej wyposażonej w powielacze. To były małe maszynki z czasów PRL pochodzące z Czechosłowacji. Polacy przerabiali powielacze w taki sposób, żeby drukować w kolorze. W tamtych czasach sprzęt z Zachodu był bowiem dostępny tylko dla krezusów. Drukarnia, którą przejąłem, nie zajmowała się poważnym biznesem. Znalazłem drukarza i ruszyliśmy. Zaczęliśmy zdobywać konkretnych klientów. Udało mi się dotrzeć do działu komunikacji jednego z koncernów energetycznych w sprawie drukowania katalogów. Współpraca z tak poważnym kontrahentem tym bardziej napędzała mnie do dalszych działań.

Jak możemy porównać rynek z tamtych czasów do sytuacji z roku 2026?

W 2005 roku firma osiągnęła apogeum. Współpracowaliśmy m.in. z dużym koreańskim koncernem. Zatrudniałem 45 osób. Dokonaliśmy zakupu sprzętu. Niektórzy mówili, że mamy najnowocześniejsze maszyny w Polsce północno-wschodniej. Niestety rynek w tamtych czasach rządził się swoimi prawami. Podejrzewam, że nie wszyscy grali uczciwie, jeśli chodzi o pozyskiwanie kontrahentów. Konkurencja rosła, dzięki zyskom bardzo dużo inwestowała w hale i maszyny. My mieliśmy lepsze i gorsze okresy. Obecnie zwłaszcza niedużej drukarni z małego miasta nie jest łatwo.

usługi poligraficzne nidzica

Firma szuka własnej biznesowej drogi (fot. archiwum prywatne)

W porównaniu z latami dziewięćdziesiątymi epoka internetu zmieniła dużo. Oczywiste jest, że znacznie spadły nakłady gazet. Znacząca część reklam ukazuje się w sieci. Jednak nie oznacza to, że ludzie przestali czytać albo skoncentrowali się tylko na e-bookach. Ostatnio zaskoczył mnie syn, który w sieci spędza dużo czasu. Okazało się, że wieczorami sięga po drukowane książki. Podkreśla, że wzrok musi odpocząć od światła monitorów. Wierzę, że książki nie zginą. One mają swoją misję i są ludziom potrzebne. Na przykład już dziś widać, że książka jest lepsza pod względem edukacyjnym dla dzieci – w porównaniu z tabletem.

Co można zrobić, żeby utrzymać się na rynku?

Dbamy o pozycjonowanie i działania marketingowe w internecie, żeby być bardziej widocznymi dla potencjalnych klientów. Celujemy w pozyskiwanie zagranicznych kontrahentów, którzy zapewniają lepszą marżę. Naszymi kierunkami są: Francja, Belgia, Holandia. Nie chcemy rywalizować z dużymi wydawnictwami. Szukamy własnej biznesowej drogi. Jednym z pomysłów, które chcę zrealizować, są opakowania. Mam kontakty do grafików zajmujących się takimi projektami. Chcemy wyjść naprzeciw klientowi, a nie czekać tylko na zlecenia.

self-publishing

Drukarnia poszukuje kontrahentów również za granicą (fot. archiwum prywatne)

Kiedyś osoba z branży książek edukacyjnych doradziła mi, żeby spróbować wejść w self-publishing. Są autorzy, którzy nie chcą współpracować z wydawnictwami i działają na własną rękę. Nie zamierzają dzielić się niekorzystnie tantiemami. Często planują nieduży nakład, ale jednocześnie chcieliby, żeby książka była estetyczna i dopracowana wizualnie. Jesteśmy firmą, która podpowie, jak wydać własną książkę bez pośredników. Autor musi znaleźć osobę odpowiedzialną za korektę i kanały dystrybucji. My gwarantujemy dostęp do grafików projektujących okładki i ich uszlachetnienie. To szansa dla nas do zaprezentowania się z dobrej strony. Self-publishing jest dla drukarni również ekonomicznie korzystniejszym rozwiązaniem. Obie strony zyskują.

Jakie są mocne strony drukarni Garbino?

Podstawową gałęzią naszej działalności jest drukowanie instrukcji – na przykład do mebli, elektroniki lub sprzętu AGD. To są książeczki w zeszytowej lub klejonej formie. Zapewnia nam to regularne zlecenia, a wiadomo, jak ważna dla płynności finansowej jest cykliczność zamówień. Wyspecjalizowaliśmy się również w ekskluzywnych katalogach marketingowych. Niektóre koncerny wydają na przykład w twardej oprawie historię firmy w ramach budowania wizerunku.

drukarnia warmińsko-mazurskie, Garbino poligrafia

Barwne albumy to specjalność firmy (fot. archiwum prywatne)

Druk książek, barwne albumy i katalogi są naszą mocną stroną. Na przykład rok temu drukowaliśmy „Atlas biblijny” z Edycji Świętego Pawła. To wydawnictwo kościelne, które publikuje m.in. na włoskiej licencji. Atlas opowiadający o motywach biblijnych w kontekście miejsc historycznych bardzo się spodobał. Nie ukrywam, że wyszedł nam pięknie. Gdy wziąłem egzemplarz na licytację charytatywną, cieszył się wyjątkową popularnością. Zawsze wierzyłem, że jakość sama się obroni i to jest jeden z przykładów.

Drukarnia Garbino posiada certyfikat FSC. Co kryje się za tym skrótem?

To bardzo ważne pytanie. Chodzi o zrównoważoną gospodarkę leśną. Certyfikat FSC oznacza, że używamy papieru, który powstaje z drewna pozyskanego z lasów do tego celu wyselekcjonowanych. Jednym słowem nie jest to drewno pochodzące z wycinki w dzikiej Amazonii, tylko ze specjalnych upraw leśnych.

jak wydać książkę

Firma Krzysztofa Garbino drukuje od ponad dwóch dekad (fot. archiwum prywatne)

Wszystko jest zaplanowane. Jeśli wycinają, to i sadzą. Chodzi o ekologię, jak i poszanowanie aspektów związanych z prawami pracowniczymi.

Firma Garbino obchodziła okrągły jubileusz. Ma już ponad 25 lat. Czego życzyć na kolejne?

Chciałbym, żeby ten biznes był kontynuowany przez młodszych. Jeśli to ma się udać, powinni złapać bakcyla i mieć chęci, by się ciągle edukować. Na razie następców nie mam. Mogę w przyszłości sprzedać biznes komuś, kto będzie na tyle zdeterminowany, żeby pociągnąć to dalej. Poligrafia jest jednak trudnym kawałkiem chleba. W ubiegłym roku skupowałem maszyny z dwóch drukarń, które się zamknęły. Jeśli miałbym coś życzyć bezpośrednio sobie, to na pewno, by udało się wdrożyć unijne dotacje. Chciałbym, żeby inwestycje się udały, a prognozy współpracy z klientami sprawdziły.

ARTYKUŁ PARTNERSKI

Portal biznesowy

 

 

Profesjonalne zdjęcia w świetnej atmosferze wykonał Błyskotliwy i Obiektywny Adam Fabisz (adamfabisz.pl).

 

5/5 - (4 głosów)

Może Ci się spodobać