20-70-10, czyli dlaczego warto zająć się tylko, co piątym pracownikiem

20% Twoich pracowników to istne perełki. Oni żyją firmą, są gotowi wiele z siebie dać, by biznes się rozwijał. Warto inwestować czas, energię i środki w ich rozwój, bo te nakłady zwykle zwracają się po wielokroć.
70% załogi to filar organizacji, lub jak mawiają Amerykanie „backbone”, czyli kręgosłup. Ludzie z tej grupy robią co mają do zrobienia, na nich opiera się codzienne funkcjonowanie firmy.
10% traci swój i Twój czas. Najlepsze co możesz im dać to kopniak, by poszli gdzie indziej szukać swojego miejsca, bo tu gdzie teraz są, to z pewnością nie jest ich miejsce.
Podsumowanie w 3 punktach:
  • Wypisz inicjały 20% Twoich najlepszych pracowników. Zaplanuj specjalne działania, które pozwolą im być jeszcze lepszymi pracownikami.
  • Wypisz inicjały 10% pracowników, którzy wydają się powodować w firmie więcej problemów niż dawać korzyści. Zaplanuj kroki, jak i kiedy pozbędziesz się tych ludzi z zespołu.
  • Dla pozostałych 70% pracowników dbaj by ich praca była dobrze zorganizowana i doceniaj ich codzienną, uczciwą pracę.

Tak rzecze guru z GE

Powyższa koncepcja to 20-70-10, którą usłyszałem z ust Jacka Welcha, wieloletniego szefa General Electric. Jest to daleko idące uproszczenie, ale skutecznie pomaga spojrzeć na pracowników w ogólnej perspektywie.
Jak przystało na uogólnienie, może ono prowadzić do złej oceny ludzi i przypisywania im postaw lub zachowań, których bynajmniej nie mają. Zatem jeśli Twoja intuicja i doświadczenie podpowiadają Ci zupełnie inny układ sił w zespole, to dla bezpieczeństwa radzę zdać się na własny osąd, a nie na 20-70-10.

Psychoterapia szefa

Jednak 20-70-10 jest ważniejsze dla psychiki szefów, niż dla statystycznej poprawności analiz. Otóż widzę, że częstą przypadłością właścicieli firm jest mało realistyczne patrzenie na pracowników. Słyszę twierdzenia, że dobrze traktowani i obdarzeni zaufaniem pracownicy, będą troszczyć się o firmę niemal tak bardzo jak sam pryncypał. Co więcej, gdy dostaną odrobinę udziałów w firmie, to zupełnie przestawią się na myślenie właścicielskie.
Pracownicy jednak wydają się widzieć sporą różnicę między „pracą na swoim”, a „pracą prawie jak na swoim”.
Wszystko jest na swoim miejscu, z wyjątkiem niepotrzebnej frustracji szefów, którzy z goryczą i oburzeniem, komentują to, że np. wyjątkowo traktowany pracownik porzucił pracę, a inny, któremu szef nadzwyczajnie pomagał, nie ma ochoty zrobić nic ponad to, co jest podstawowym obowiązkiem.
Wiele wskazuje na to, że problem nie jest w pracownikach, tylko w głowie szefa. Postawa ludzi jest zazwyczaj wynikiem zdroworozsądkowego podejścia do życia. Dla licznych osób, praca zawodowa jest tylko jednym z elementów życia, i to elementem niezbyt ważnym.

Procesy zamiast frustracji

Dlatego uważam, że koncepcja 20-70-10 przychodzi z pomocą jak zdrowy kubeł zimnej wody na rozmarzoną głowę szefa, który chce widzieć rzeczywistość taką jaka mogłaby być, a nie jaka jest.
Szkoda czasu i energii na niepotrzebne nieporozumienia i rozczarowania.
Zamiast zastanawiać się dlaczego większość pracowników nie wykazuje inicjatywy ani przesadnej troski o firmę, to lepiej skupić się na tak solidnym opracowaniu procesów i procedur, by jasność reguł i czytelność oczekiwań, pozwoliły na efektywną i dobrą pracę większości ludzi w naszym zespole.

Błysk w oku wybrańców

Raz na jakiś czas spotykamy w firmowym otoczeniu ludzi z „błyskiem w oku”. Oni są ambitni, gotowi do poświęceń i wydają się żyć życiem firmy. Jeśli wierzyć osądowi Jacka Welcha, to nawet co piąty pracownik może mieć taki profil. W przypadku tych ludzi Twoje marzenia o oddanych, myślących i pełnych inicjatywy współpracownikach mają szansę na spełnienie. Pozostałych zostaw w spokoju, bo ich nie zmienisz, a roztrwonisz swój czas i energię.
Jack Welch radził: skup się na 20%, dobrze ustaw pracę dla 70% i pozbądź się 10%.


Bernard Fruga

Odwiedź nas na Facebooku

Skomentuj

Twój adres e-mail będzie niewidoczny.

*