Sukces według Artura Gotz

Trudno mi powiedzieć, czym jest sukces. Robię to, co kocham. Od dziecka pasjonowało mnie aktorstwo i śpiewanie i w tej chwili staram się łączyć te dwie pasje.

Przy okazji spotkało mnie wielkie szczęście, bo mogę to robić zawodowo, ludziom się to podoba, śmieją się, wzruszają.

Ale oczywiście samo szczęście to mało. Ciężko pracowałem i pracuję nad sobą, nad swoim warsztatem i nigdy nie idę na łatwiznę, bez względu na to, czy gram koncert w Wiedniu, Amsterdamie czy w małym Budzyniu albo Ełku. Jestem perfekcjonistą, nie stosuję półśrodków.

Znajomi artyści czasami są zdziwieni, że ćwiczę coś wiele razy i mówią, że widzowie i tak tego nie zauważą, bo się nie znają.

Moim zdaniem to wielki błąd. Nie można traktować widza w gorszy sposób. Być może zdarzają się widzowie, którzy nie mają pojęcia o teatrze albo muzyce, ale jest bardzo duża grupa odbiorców, którzy są wrażliwi na sztukę i potrafią uchwycić najmniejszy błąd.

W miniony poniedziałek aktor wystąpił na oficjalnej premierze książki o sukcesie Ilony Adamskiej pt. Szczęście na wagę złota. Jak artysta ocenia imprezę?

Gala była świetnie zorganizowana. Występy na takich imprezach są dla mnie zawsze wielkim sprawdzianem, bo to nie są ludzie, którzy specjalnie przyszli na mój koncert i zawsze jest strach, czy będą chcieli słuchać. Ale najważniejsze, że wszystko się udało, wiele osób do mnie podchodziło, żeby podziękować za występ. Niektórzy kojarzyli piosenkę singlową „Milionerzy”, a kilka osób zachwyciła piosenka „Obecny narzeczony”. Poza tym dobrze się bawiłem, było bardzo sympatycznie.

Artur Gotz

fot. Agnieszka Szejner

DSC_0919

Odwiedź nas na Facebooku

Skomentuj

Twój adres e-mail będzie niewidoczny.

*