Ekonomia współpracy

Społeczności stają się firmami, a firmy społecznościami
Jesteśmy świadkami fundamentalnej zmiany. W najbardziej podstawowym sensie dotyczy ona interakcji międzyludzkich, a jej moc leży głównie w masowości. Zachodzi każdego dnia na naszych oczach i z każdym dniem coraz bardziej przyśpiesza. Mimo, że można było ją obserwować od dawna to dopiero niedawno ludzie zaczęli zauważać coraz więcej zależności, mechanizmów i trendów. Tak naprawdę samo nazewnictwo nadal nie jest spójne. W Stanach w ostatnich dwóch latach zaczęło się coraz więcej mówić o sharing economy, czyli ekonomii współdzielonej i taka nazwa jest najbardziej rozpowszechniona. Jednak wydaje się, że consensus będzie powoli zmierzał w kierunku collaborative economy, czyli ekonomii współpracy, która jest zjawiskiem szerszym i wydaje się w logiczny sposób obejmować ekonomię współdzieloną jako jeden z jej elementów.
Więc o co chodzi? O to, że z jednej strony ludzie, a z drugiej strony technologia redefiniują relacje międzyludzkie, a w szczególności współpracę i wymianę. Brzmi… nijak. Od miesięcy zastanawiałem się jak w przystępny sposób wytłumaczyć czym jest ekonomia współpracy i jak oddać chociaż małą część tego jak ważny jest temat o którym teraz piszę. Któregoś dnia będąc już zwyczajnie zmęczonym tym główkowaniem z pewną dozą rozpaczy rzuciłem „Przecież to tak jakbym miał wytłumaczyć w 2007 r. na czym polegają media społecznościowe”, po chwili dopiero uświadamiając sobie, że to jest właśnie TO!

Media społecznościowe w 2007 r.
Jakie więc były media społecznościowe w 2007 r.? Zastanówmy się nad tym chwilę. Teraz wydaje się nam to oczywiste i doskonale znamy wiele różnych aspektów i szczegółów funkcjonowania różnych mediów społecznościowych. Jednak w 2007 r. taki termin w zasadzie nie istniał w powszechnym użyciu. Wyobraźmy sobie jak mogłaby wyglądać rozmowa w środowisku nazwijmy to inteligenckim, gdyby wtedy powiedzieć, że media społecznościowe zrewolucjoniuzją to jak się komunikujemy. Oprócz zainteresowania spowodowanego użyciem mocnych słów, pozycją wyjściową większości osób byłoby „poczekam i zobaczę”. Osoby bardziej skłonne do dyskusji od razu wyciągnęłyby szereg argumentów przeciw. W końcu komunikacja doskonale się rozwija: mamy coraz więcej kanałów telewizyjnych i radiowych, coraz więcej informacji jest dostępnych w internecie, a jeśli chodzi o jakąśtam komunikację wielostronną to mamy rodzinę i znajomych i zawsze możemy z nimi porozmawiać. Co bardziej uparci doszliby do wniosku, że to jakaś nowa moda, która przeminie, bo w końcu główny nurt płynie zupełnie gdzieś indziej. Jak historia się potoczyła i w którą stronę idą media nikomu chyba nie trzeba mówić. Najciekawsze z tego jest to, że patrząc z dzisiejszej perspektywy na 2007 r. od razu nasuwa się wniosek i stos argumentów z których wynika, że już wtedy było niemal oczywiste, że media społecznościowe w tej lub innej formie będą „the next big thing”.
Dokładnie to samo, a nawet w dużo większej skali dzieje się teraz z ekonomią współpracy. Tym razem nie dotyczy to jednak komunikacji, ale całego naszego życia. Tego jak tworzymy, jak pracujemy, jak kupujemy, jak konsumujemy, jak mieszkamy, jak podróżujemy i jak się
finansujemy. Tak samo jak w przypadków mediów społecznościowych, chodzi o przejście z modelu jeden-do-wielu do modelu rozproszonego wielu-do-wielu.

shutterstock_147056630 [Converted]Dzieje Się!
Dzięki AirBnB, w zasadzie na całym świecie zamiast hotelu możemy wynająć od innych ludzi pokój, willę, domek na drzewie czy nawet pałac. W zestawie dostaniemy często miłe towarzystwo lokalnych właścicieli czy gotowane przez nich posiłki. Z drugiej strony jeśli mamy akurat wolny pokój, domek na drzewie itd. lub po prostu wyjeżdżamy to możemy to miejsce wynająć i zarobić dodatkowe pieniądze. Dzięki Blablacar możemy znaleźć kierowcę jadącego tam gdzie my i się z nim zabrać. Z drugiej strony jeśli mamy wolne miejsca to możemy kogoś zabrać i tym sposobem zmniejszyć swoje koszty. Możemy wynająć nawet od kogoś samochód poprzez RelayRides. Jeśli potrzebujemy wiertarki, drabiny, kosiarki, roweru czy w zasadzie jakiegokolwiek innego popularnego przedmiotu to możemy je pożyczyć od ludzi z sąsiedztwa przez Neighbourgoods. Z drugiej strony oczywiście możemy zarobić wypożyczając przedmioty, które przecież używamy sporadycznie. Wykorzystując podobne mechanizmy możemy zrobić społecznościowe pranie z Hello by Fagor, zostawić psa na DogVacay czy podzielić się wi-fi z Fon.
A to dopiero mały wycinek ekonomii współpracy. W ramach ekonomii współpracy będziemy obserwować także zupełnie nowy paradygmat w produkcji. Ruch makerski to nowa odsłona ruchu zrób-to-sam, w której społeczność twórców współdzieli swoje umiejętności oraz narzędzia takie jak drukarka 3D, wycinarka CNC czy wycinarka laserowowych, żeby wspólnie tworzyć ciekawe projekty. Finansowanie? Już teraz pewnie większość z nas słyszała o crowdfundingu, czyli finansowaniu społecznościowym. Na świecie istnieją już setki platform, a rynek w tym roku osiągnie $5,1mld. W Polsce działa już 6 platform crowdfundingowych. Coraz częściej oprócz finansów, projekty crowdfundingowe wspierane są przez mechanizmy crowdsourcingowe, dzięki którym można wesprzeć je swoją pracą, doświadczeniem czy kontaktami. Z innej beczki – jeżeli potrzebujemy pomocy w skręceniu mebli czy zadaniach domowych to mamy TaskRabbit. Jeżeli mamy Potrzebujemy grafika – mamy 99designs, programisty – Rent A Coder, czegokolwiek innego – dziesiątki innych serwisów jak Mechanical Turk, oDesk czy freelancer.com. Może jednak potrzebujemy czegoś innego. Czemu by nie połączyć interesującego, pożytecznego i w niektórych przypadkach jeszcze na tym zarobić. Chyba każdy zna wikipedię, ale możemy też zagłosować na najlepszy t-shirt z Threadless, design butów z John Fluevog czy przekuć nasze pomysły na użyteczne oprogramowanie z Cambrian House. Znajdą się też serwisy poprzez, które możemy współtworzyć innowacje w firmach w ramach open innovation – innocentive, ninesigma czy Globe Forum to tylko niektóre z nich.

Ziarnko ryżu, a pomarańcza
Fenomen ekonomii współpracy zasadniczo jest bardzo podobny do mediów społecznościowych. Media tradycyjne ze swoim modelem jeden-do-wielu są stale wypierane przez model wielu-do-wielu, a nowa rola mediów polega na byciu platformą do komunikacji dla innych. Upraszczając stało się to możliwe dzięki internetowi i odpowiednio zakodowanej platformie. Z ekonomią współpracy jest dokładnie tak samo. Model jeden-do-wielu będzie coraz mocniej wypierany przez platformy internetowe wielu-do-wielu, które umożliwiają ludziom wymianę produktów, usług, doświadczeń czy umiejętności. Jedyną gigantyczną różnicą jest to, że ekonomia współpracy dotyczy nie tylko komunikacji, ale większości dziedzin naszego życia. Żeby wyobrazić sobie skalę zmiany, której jesteśmy świadkami powinniśmy wyobrazić sobie wpływ mediów społecznościowych na media tradycyjne i pomnożyć go przez to ile razy większe są w zasadzie wszystkie czy większość branż od branży mediowej. Jeśli przyjmiemy, że media społecznościowe są wielkości ziarnka ryżu to ekonomia współpracy to pomarańcza. Witam w nowym świecie.

Standardowe opóźnienie
Jak to możliwe, że jeszcze o tym nie słyszeliśmy? Wróćmy do mediów społecznościowych w 2007 r. i jaki był wtedy nasz stan wiedzy. Nigdzie w polskich mediach nie było o tym mowy. Pierwszy szum wygenerowała dopiero nasza klasa jednak nie mówiło się wtedy o szerszym zjawisku. To pojawiło się dopiero w 2008r. kiedy tak naprawdę do Polski zawitał facebook. I wtedy zaczął się cały boom. Jednak wokół facebooka i innych mediów społecznościowych w Stanach było już głośno wcześniej. Już niejeden raz doświadczyliśmy, że w Polsce mamy 1-2 lata różnicy jeśli chodzi o najnowsze trendy zza oceanu. Nie innaczej jest w przypadku ekonomii współpracy. Dopiero niedawno w Polsce pojawiły się pierwsze publikacje i wywiady o ekonomii współdzielonej podczas, gdy w Stanach dyskusja rozpoczęła się w zasadzie ponad rok temu i od tego czasu wiele zostało już powiedziane i napisane. Temat ekonomii współdzielonej pojawił się już na okładkach Forbes czy The Economist i był dyskutowany w zasadzie w większości mediów. Mimo ostrożnego podejścia w przewidywaniach tak jak zresztą było w przypadku mediów społecznościowych pojawiło się wiele stwierdzeń o rewolucji, gigantycznym potencjale, nowej potędze, nowej formie kapitalizmu lub porównań do przeglądarki internetowej czy e-commerce. Nie śpią także inwestorzy – amerykański rynek Venture Capital w ciągu ostatnich dwóch lat zainwestował blisko $2mld w startupy ekonomii współdzielonej. Toczą się też dyskusje wśród ekonomistów dotyczące tego jak podejść do tego zjawiska, a także wśród prawodawców jak go uregulować. Nie wdając się w szczegóły dyskusje wokół mediów społecznościowych w 2007r. były bardzo podobne.
W 2007r. mówiło się głównie o Facebooku czy MySpace, które z dzisiejszej perspektywy nie dość, że są tylko małą częścią mediów społecznościowych, to w tamtym okresie miały ponad dziesięciokrotnie mniej użytkowników niż dzisiaj, a ich funkcjonalność była tylko małą cząstką tego czym są dzisiaj. Nie było wtedy jeszcze w ogóle reklam na facebooku, a o agencjach interaktywnych czy specjalistach social media nikt nie słyszał.
Tak samo przykłady, które podałem to tylko mały wycinek tego co się dzieje. Odnoszą się do specyficznego wycinka ekonomii współpracy – tego najbardziej medialnego, gdzie łatwo można wytłumaczyć na czym polega ta duża różnica. W cieniu tych „gwiazd” rozwija się
wielki, masowy oddolny ruch, którego wpływ na naszą rzeczywistość za 5 lat ciężko sobie nawet wyobrazić.

shutterstock_133302947Technologia, a ludzie – ludzie, a technologia
Ekonomię współpracy w dużej mierze napędza technologia. To dzięki internetowi i nowym aplikacjom współpraca zostaje znacząco zredefiniowana. Wraz z czasem technologia będzie miała coraz większe znaczenie. Technologia mobilna daje całe nowe spektrum możliwości dla ekonomii współpracy. Tuż za rogiem jest też internet rzeczy, który da gigantycznego kopa ekonomii współpracy i otworzy ją na coraz to bardziej wysublimowane poziomy. Jest jeszcze cały szereg ważnych technologii takich jak wearable computing, grywalizacja, rzeczywistość rozszerzona czy druk 3D, które przetransformują ekonomię współpracy conajmniej tak bardzo jak media społecznościowe zostały przetransformowane w ciągu ostatnich paru lat. Jednak nawet najlepsza technologia sama w sobie nic nie zmieni jeśli nie stoją za nią ludzie. I to właśnie tutaj leży serce ekonomii współpracy. Campbell and Mithun – duża agencja mediowa – przeprowadziła w zeszłym roku badania dotyczące ekonomii współdzielonej. Okazało się, że przemawia ona zarówno do racjonalnego umysłu jak i emocji. Motywacje racjonalne w kolejności to oszczędność pieniędzy, ochrona środowiska, elastyczność, praktyczność i możliwość próbowania produktów i usług. Jeśli chodzi o pobudki emocjonalne to w kolejności były to możliwość pomocy sobie i innym, poczucie przynależności do społeczności, poczucie inteligentnego stylu życia, odpowiedzialności oraz bycie częścią ruchu. Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jest to bardzo atrakcyjna kombinacja korzyści i motywacji. Można też wywnioskować, że ekonomia współdzielona przemawia do bardzo szerokiego spektrum motywacji co sprawia, że spektrum potencjalnych odbiorców jest także bardzo szerokie.
Ciekawe jest jednak obserwować motywację ludzi, którzy są głębiej zaangażowani w ekonomię współpracy. Myślę, że są oni dość dobrym papierkiem lakmusowym tego o czym będzie się szerzej mówiło za 2-3 lata. Ekonomia współpracy staje się zupełnie nowym stylem życia i kulturą. Kulturą w której ceniona jest współpraca zamiast konkurencji, współtworzenie i współdoświadczanie, wspólnota, a zarazem indywidualna unikalność i ekspresja. Ten styl życia w dużo większym stopniu daje swobodę, możliwość realizacji swoich pasji i odkrywanie nowych ludzi i doświadczeń. Czyż nie jest to czego większość, a może każdy człowiek prawdziwie chce? Obserwując społeczeństwo oraz ludzi pracujących w korporacjach często można zauważyć poczucie bezsensu i apatii. Wielu ludzi chciałoby żyć innaczej tylko nie widzi dobrych alternatyw. Ekonomia współpracy krok po kroku coraz bardziej i lepiej będzie oferowała właśnie takie alternatywy.

Core business
O co ten szum i czy dotyczy to dużych korporacji? Znowu to samo co media tradycyjne vs. społecznościowe. Z perspektywy przewag konkurencyjnych media społecznościowe generują treści dużo taniej, dużo lepiej i szybciej je dystrybuują, dostarczają wyższej jakości informacji i co być może najważniejsze stymulują doświadczenie interakcji. Z ekonomią współpracy jest tak samo. Od projektowania, poprzez finansowanie i produkcję po dystrybucję ekonomia współpracy nie dość, że na każdym etapie jest tańsza i mniej ryzykowna to przede wszystkim generuje dużo lepsze produkty, usługi i doświadczenia, które w „starej” ekonomii nie mogłyby w ogóle zaistnieć. Z tej perspektywy staje się w zasadzie pewne, że ekonomia współpracy na zawsze odmieni biznes, zmieniając w ogóle jego naturę. Tak samo jak było w przypadku mediów społecznościowych w 2007 r. wydaje się to trudne do uwierzenia lub wręcz niedorzeczne. Jednak rzeczywistość mówi sama za siebie i nowe modele podważają z każdej strony przewagi konkurencyjnej i tradycyjny core business. Oczywiście można się przed tym bronić uparcie idąc w tym samym kierunku. Analogia do tego co obecnie się dzieje z mediami tradycyjnymi jest naprawdę wspaniała i każdy potrafi sobie dopowiedzieć ciąg dalszy ten historii. Pewnie większość biznesu zrobi podobnie do wielkich mediów kpiących z mediów społecznościowych i za 5 lat obudzi się do zupełnie nowej rzeczywistości w pozycji obronnej nerwowo kombinując co by tu można na szybko zrobić. Czy nie łatwiej byłoby jednak przyjąć te zmiany z otwartymi ramionami? To tak jakby widzieć potencjał mediów społecznościowych w 2007 r. Czyż nie o tym wielu z marketerów marzyło? Otwierają się przed nami ogromne możliwości jakich można powiedzieć nie było jeszcze w historii. Otwiera się potężny potencjał nie tylko do rozwoju i odnoszenia sukcesów, ale także realizowania swoich pasji i radości ze współtworzenia. Czyż wybór nie jest prosty?

shutterstock_143305756

Zaangażowanie – „Przejdźmy do konkretu”
Gdyby spróbować podsumować to co się dzieje jednym zdaniem to powiedziałbym, że społeczności stają się firmami, a firmy społecznościami. Głębię tego zdania przyjdzie nam odkrywać przez długi czas. A już na teraz możemy się zastanowić nad konsekwencjami i na nowo postawić sobie wiele ważnych pytań. Marketingowe „społeczność” i „zaangażowanie” nabierają zupełnie innego znaczenia. Teraz jest to tylko rozmowa. I owszem jest ona bardzo potrzebna. Jednak ile można rozmawiać? W dzisiejszym świecie, a w Polsce tym bardziej coraz częściej możemy usłyszeć zniecierpliwione „Przejdźmy do konkretu”. Mamy dość gadania z którego nic nie wynika. Chcemy działać. A działanie otwiera pojęcia „społeczność” czy „zaangażowanie” na zupełnie nowe poziomy. To w działaniu nawiązujemy prawdziwe relacje. To w działaniu prawdziwie się poznajemy.

To tylko wierzchołek góry lodowej ekonomii współpracy i tego jakie zmiany za sobą niesie. konsekwencje dla firm są kolosalne tak jak media społecznościowe mają kolosalne konsekwencje dla mediów tradycyjnych. Tuż za rogiem czeka nas wiele, wiele kolejnych pytań. Na czym polega współpraca? Jakie są nasze relacje i na czym się opierają? Czym jest społeczność? Co to znaczy wspólne? Niech będzie to przyczynek do przemyśleń i kolejnych dyskusji, które z pewnością nastąpią.

Autor: Dawid Sokołowski

Odwiedź nas na Facebooku

Skomentuj

Twój adres e-mail będzie niewidoczny.

*